"Mężczyzna twierdzi, że nie chciał zapłacić rosyjskim milicjantom. A ci go za to pobili" - mówi dziennikowi.pl aspirant Henryk Sołodki. Dodaje, że nie obyło się też bez wyzwisk.
To była kara za to, że mężczyzna odważył postawić się milicjantom. Ci powiedzieli, że nie wypuszczą Polaków z tzw. patelni, czyli parkingu, gdzie samochody czekają na wjazd na przejście graniczne. Od tego, jaką się da łapówkę, zależy, jak długo trzeba będzie czekać na odprawę. Na rosyjskiej granicy po prostu taki jest zwyczaj.
Na razie nie wiadomo, w jakim stanie jest mężczyzna. Niestety, nasza policja nie może nic zrobić. A to dlatego, że Polaka pobili na terenie Rosji. Pobity boi się jednak zgłosić sprawę rosyjskiej milicji. Bo kumple tych, którzy go pobili, mogą wziąć na nim odwet.
A władze Obwodu Kaliningradzkiego nie chcą robić nic, dopóki nie dostaną oficjalnej skargi. Na razie całą sprawę uważają po prostu za plotkę.