W Mirkowie pod Wrocławiem kierowca jechał tak szybko, że gdy stracił panowanie nad kierownicą i uderzył w słup, auto odbiło się i z powrotem wjechało na jezdnię. Niestety, wprost pod nadjeżdżający samochód. Zginęło 4,5-letnie dziecko. Pięć osób trafiło do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Policja nie ma wątpliwości: zawinił kierowca, który jechał za szybko.

Tak samo jak koło Opola, gdzie brawura kierowcy skończyła się równie tragicznie. Auto osobowe zderzyło się czołowo z ciężarówką. "Kierowca Renault uderzył w tira, auto się odbiło i przefikołkowało kilka razy. Renault zatrzymało się dopiero na drzewie" - opowiadają policjanci.

Samochód był całkowicie zmiażdżony. Kierowca i trzech pasażerów nie miało żadnej szansy na przeżycie. Cudem przeżyło dziecko, które natychmiast trafiło do szpitala. Tak jak trzy ranne osoby podróżujące tirem.