W grudniu zeszłego roku, gdy aresztowano dwóch jego współpracowników, były senator nie był zaskoczony. Wiedział o tym co najmniej tydzień przed akcją policji. "Przeciek dotarł do Stokłosy już w listopadzie. Miał on otrzymać wiadomość, że w ciągu tygodnia, może dwóch, coś wydarzy się w jego sprawie" - dowiedział się "Nasz Dziennik".
Były senator obawiał się, że śledczy aresztują właśnie jego. Bo wiedział już, że prokuratura szykowała mu zarzuty korumpowania urzędników w resorcie finansów i sędziów z poznańskiego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
Stokłosa postanowił więc zadbać o swoje interesy. "Już na początku grudnia udzielił żonie dwóch pełnomocnictw: do rozporządzania majątkiem i kierowania jego firmą - Farmutilem" - pisze "Nasz Dziennik". Po załatwieniu wszystkich spraw były senator zapadł się pod ziemię. Śledczy nie mogą go znaleźć od połowy stycznia. Policja przypuszcza, że Stokłosa ukrywa się w Niemczech.