Trudno sobie wyobrazić, by sąd złagodził karę za mordowanie własnych dzieci. Ale sąd apelacyjny kazał rozpatrzyć sprawę Jolanty K. jeszcze raz. Oskarżenie czeka teraz trudniejsze zadanie niż w poprzednim procesie. Dlaczego? Bo sąd będzie się kierował łagodniejszymi przepisami starego kodeksu karnego. Tak nakazał sąd apelacyjny.
Ale prokuratorzy nie mają wątpliwości, że Jolanta K. z Czerniejowa koło Lublina rodziła w domu, a potem topiła noworodki w wannie. Koszmar trwał przez sześć lat - od 1992 do 1998 roku. Zwłoki dzieci znaleziono cztery lata temu w beczce po kiszonej kapuście.
Tym razem być może uda się skazać także męża Jolanty K. Bo w poprzednim procesie mężczyzna został uniewinniony. Twierdził, że nic nie wiedział o ciążach żony i jej zbrodniach. Ale prokuratorzy w to nie wierzą. Bo jak mógł mieszkać z Jolantą K. pod jednym dachem i nie widzieć, że jest w ciąży? Oskarżenie twierdzi, że mężczyzna wręcz namawiał kobietę do zabijania własnych dzieci.
I to będą się starali udowodnić prokuratorzy. Jeśli im się uda, to mąż Jolanty K. trafi za kratki. Jednak najważniejsze jest ukaranie morderczyni.