Strajkujący lekarze wraz z ekspertami z Centrum im. Adama Smitha opracowali plan naprawy służby zdrowia. Pomysły mają niezwykle odważne. Chcą likwidacji składki zdrowotnej. Zamiast niej państwo na opiekę medyczną powinno łożyć pieniądze z podatku dochodowego - płaconego od wszystkiego, co zarobimy.

Mało tego, lekarze i ekonomiści doszli do wspólnego wniosku, że wszystkie kliniki, przychodnie i szpitale - bez względu na to, czy są specjalistyczne, czy nie, duże czy małe - powinny zostać sprywatyzowane. Niech personel i dyrekcja sami decydują, jak się rządzić, a wtedy będą dbać o swoje.

Gdzie tu rola państwa? Właściwie nie ma żadnej, jeśli chodzi o wpływ na to, co i jak robi służba zdrowia, jej placówki czy pracownicy. Państwo powinno się ograniczyć do finansowania leczenia. Każdy miałby prawo do bezpłatnej opieki, w ograniczonym jednak pakiecie usług i specjalistów. Dodatkowe musiałby sobie wykupić w prywatnej firmie lub dokupić polisę w towarzystwie ubezpieczeniowym, które finansowałoby mu wydatki na ochronę zdrowia, jak to jest na Zachodzie.



"Dzisiaj najlepszą gwarancją dostępu do świadczeń zdrowotnych jest znajomość albo z dyrektorem, albo ordynatorem. My chcemy ten system zmienić, by był on dostępny faktycznie" - mówi Krzysztof Bukiel, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.