"Eksperci rosyjscy nie mieli dostępu do polskich uwag do raportu" - twierdzi pułkownik Mirosław Grochowski. Czemu więc zwołano konferencję? Przedstawiciele polskiej komisji uważają, że nie było żadnych powodów merytorycznych tej wideokonferencji.

Reklama

"Jesteśmy zdziwieni. Żaden etap pracy nie uzasadnia zwołania w trybie pilnym takiej konferencji" - twierdzą polscy eksperci. "Spotkaliśmy się tylko z powieleniem tych informacji, które już znaliśmy. Jakiekolwiek pytania, zadane o stanie lotniska, pozostały bez odpowiedzi. To oznacza, że ta konferencja nie miała na celu poinformowania o faktycznym stanie śledztwa" - dodają. Według nich cały czas Rosjanie manipulują opinią publiczną i próbują zminimalizować rolę kontrolerów w procedurze lądowania.

"Wskazywanie, na podstawową przyczynę - zejścia poniżej 100 metrów, świadczy, bez odniesienia się do innych okoliczności, że poglądy Rosjan są poglądami sprzed 20 lat. Wtedy było mówione, że ostatnim ogniwem jest pilot" - twierdzą eksperci."Rosjanie nie byli w stanie przeprowadzić gruntownej analizy wyszkolenia pilotów, by mogli przedstawić taką wersję, jaką przedstawili" - dodają. Według nich, MAK zapomniał o tym, co działo się na lotnisku.

"Nie odniesiono się do tego, że niesprawne było oświetlenie. To, nawet w lepszych warunkach, stanowiło zagrożenie" - mówią specjaliści z komisji. "Nie mamy odpowiedzi, jaki jest katalog tych niedociągnięć po stronie rosyjskiej" - twierdzą. Pułkownik Grochowski przypomina, że komisja nie dostała pism, które mogłyby wyjaśnić, czy faktycznie rosyjski kontroler nie mógł zamknąć lotniska w złej pogodzie.



Eksperci twierdzą też, że nie znają rosyjskich specjalistów, którzy dziś mówili, że mają w polskiej komisji badania wypadków "przyjaciół". Do tego Rosjanie, którzy wypowiadali się dziś dla Ria Novosti, nie współpracowali z MAK.

Pułkownik Grochowski przypomina też, wbrew twierdzeniom rosyjskich ekspertów, że Polacy prosili o rosyjskiego nawigatora, jednak nigdy go nie dostali. Eksperci mówią też, że w myśl rosyjskich przepisów bez tzw. "lidera" samolot nie miał prawa wlecieć w rosyjską przestrzeń powietrzną.To świadczy o tym, że przepis o wymaganej obecności lidera jest przepisem martwym.

"Nigdzie nie jest powiedziane, co ta osoba ma robić" - mówi Wiesław Jedynak z komisji. Według niego Rosjanie sami sobie zaprzeczają, bo lider tylko pogorszyłby kontakt między wieżą a samolotem.

"Dopiero polski raport odda obraz całości zdarzeń prowadzących do katastrofy" - twierdzi płk. Grochowski. Kiedy będzie gotowe sprawozdanie? "Czekamy na wymianę wyświetlacza w TU-154" - dodaje pułkownik Grochowski. Jednocześnie jednak twierdzi, że nie w raporcie nie będzie tez, że cała wina leży po stronie rosyjskiej. "Nie będziemy uciekać od przyczyn leżących po stronie polskiej, ale nie można zapominać o rosyjskich niedociągnięciach" - dodaje.