Na stronie internetowej schroniska - prowadzonego przez jedną z fundacji - znajduje się link odsyłający do tzw. czarnej listy klientów. Można się z niej dowiedzieć, m.in., że kobieta i mężczyzna o tym samym nazwisku nadużywają alkoholu, w ciągu pół roku adoptowali kilka psów, które później prawdopodobnie sprzedali. Obok znalazła się również informacja, że kobieta ma bardzo miły głos, którym zyskuje zaufanie.

Reklama

Inny wpis ostrzega przed kolejną osobą, która adoptowała psa, następnie porzuciła go. Zwierzę błąkało się przez dwa miesiące. Odnalazło się dzięki wszczepionemu czipowi.

Na stronie podane są dokładne dane klientów - imię, nazwisko i adres. I apel do innych schronisk, by wymienionym osobom nie dawać psów. Wiceprezes fundacji, która prowadzi schronisko Dagmara Andrzejewska, powiedziała PAP w piątek, że lista ma na celu nie tylko ostrzec innych przed tymi osobami, ale również sprawić, by ludzie, którzy adoptują zwierzęta nie czuli się bezkarnie i nie traktowali zwierząt przedmiotowo.

Sprawę zamieszczenia danych bada policja i zgierska prokuratura.

Przedstawiciele schroniska tłumaczą, że na każdej umowie dot. adopcji zwierzęcia jest klauzula, w której podpisane osoby wyrażają zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych "na potrzeby fundacji".

Rzeczniczka prasowa Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych Małgorzata Kałużyńska-Jasak przypomina, że za każdym razem, kiedy upublicznia się czyjeś dane, należy pamiętać o zasadach, które narzuca prawo. "Osoba, która zawiera umowę musi być poinformowana, co się z tymi danymi stanie, np. czy zostaną upublicznione. Zgodnie z prawem można przetwarzać dane, czyli np. je upubliczniać, m.in. wtedy, jeżeli osoba, której dane dotyczą, wyrazi na to zgodę" - wyjaśnia Kałużyńska-Jasak. Dodaje, że przy zawieraniu umów musi być podana podstawa prawna zbierania danych osobowych.



Reklama

Kałużyńska-Jasak zwraca też uwagę, że osoby zawierające umowę powinny być poinformowane, co się stanie z ich danymi. "Jeżeli celem pozyskania danych było zawarcie umowy adopcyjnej, a potem nagle ten cel został zmieniony, żeby kogoś odstraszyć, bo się zachowuje nie w porządku, tego ustawa zabrania" - podkreśliła.

O zgierskim schronisku dla zwierząt było głośno pod koniec kwietnia tego roku, kiedy to strażnicy miejscy znaleźli w jego pobliżu zakopane szczątki co najmniej kilkunastu psów. Sprawą również zajęła się policja i zgierska prokuratura.

Jak powiedział w piątek PAP rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania obecnie w sprawie schroniska prowadzone są dwa postępowania. Pierwsze dotyczy znalezionych szczątków zwierząt i "prowadzone jest pod kątem znęcania się nad zwierzętami". Drugie dotyczy fałszowania umów adopcyjnych przez schronisko. "I do tego postępowania włączono sprawę ujawnienia danych osobowych klientów schroniska" - dodał.