Dziennik Gazeta Prawana logo

Czego Rosjanie szukali w telefonach tupolewa?

7 maja 2012, 08:34
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
smoleńsk katastrofa smoleńska tupolew tu-154
smoleńsk katastrofa smoleńska tupolew tu-154/AP
Prezydent Lech Kaczyński, lecąc do Katynia, miał przy sobie dwa telefony, wynika z dokumentów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, do których dotarła "Gazeta Polska Codziennie". Obydwa były zarejestrowane na Kancelarię Prezydenta RP.

Lech Kaczyński podczas lotu do Smoleńska miał przy sobie dwa telefony. Oba zarejestrowane były na Kancelarię Prezydenta RP. Aparat, z którego na terenie Rosji odsłuchano pocztę głosową, był spalony. Drugi, który został przekazany rodzinie, także był poważnie uszkodzony.

Ze spalonego telefonu nie można się połączyć, ponieważ wysoka temperatura w trakcie pożaru uszkadza elektronikę. Odsłuchanie wiadomości nagranych na poczcie głosowej w takiej sytuacji jest możliwe jedynie dzięki przełożeniu nieuszkodzonej karty SIM do innego aparatu lub bezpośrednio z serwera, na którym zostały one zachowane.

Aparat prezydenta po katastrofie był kilka razy włączany. Telefony należące do obecnej na pokładzie Tu-154M generalicji mógł spotkać podobny los. Za pośrednictwem tych aparatów można było uzyskać dostęp do dokumentacji wojskowej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj