Na polecenie Andrzeja Seremeta zajmie się tym Prokuratura Apelacyjna w Warszawie.
Informację potwierdził Radiu ZET rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk. Wojskowi śledczy potwierdzili w oficjalnym komunikacie, że z telefonu Prezydenta Kaczyńskiego dzwoniono trzy razy na pocztę głosową.
Do pierwszego połączenia doszło nie tuż po katastrofie jak donosiły media ale 4 godziny po niej.
O sprawie jako pierwszy poinformował "Nasz Dziennik".
Prawomocna jest już decyzja stołecznej prokuratury o odmowie wszczęcia śledztwa ws. domniemanej kradzieży impulsów na szkodę Kancelarii Prezydenta RP. O "manipulacjach" przy telefonie Lecha Kaczyńskiego 10 i 11 kwietnia 2010 r. w Rosji pisał "Nasz Dziennik".
"NDz" podał w sobotę, że po katastrofie na Siewiernym ktoś na terenie Federacji Rosyjskiej manipulował przy telefonie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Nawiązując do informacji "NDz", rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa poinformował w poniedziałek, że w lipcu 2011 r. do prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie wpłynęła opinia biegłego z departamentu bezpieczeństwa teleinformatycznego ABW zawierająca wyniki badań telefonów komórkowych, nośników pamięci i innego sprzętu elektronicznego należącego do ofiar katastrofy.
Sprzęt ten był zabezpieczony na miejscu zdarzenia i 13 kwietnia 2010 r. przekazany stronie polskiej. - zaznaczył płk Rzepa.
W związku z tym - jak podała NPW - prokuratura wojskowa zwróciła się do operatora sieci, w której ta karta działała, o wykaz połączeń z 10 kwietnia. - poinformowała prokuratura wojskowa.
Rzecznik NPW wyjaśnił, że śledztwo prowadzone przez WPO dotyczy okoliczności katastrofy smoleńskiej, zaś połączenia odbyły się już po katastrofie, wobec czego kwestia ta nie ma bezpośredniego związku z przedmiotem śledztwa prowadzonego przez prokuraturę wojskową.
- dodał.
Płk Rzepa wyjaśnił też, że prokuratura wojskowa uznała wówczas, że pod względem kwalifikacji prawnej sprawa dotyczy podejrzenia nielegalnego podłączenie się do urządzenia telekomunikacyjnego, jednak ta kwalifikacja "w żaden sposób nie była wiążąca dla prokuratury, do której przesłano wyłączone materiały".
W grudniu 2011 r., z braku cech przestępstwa, Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła śledztwa ws. domniemanej kradzieży impulsów na szkodę Kancelarii Prezydenta RP. Jak wyjaśnił PAP rzecznik prok. Dariusz Ślepokura, postępowanie było prowadzone pod kątem art. 285 par. 1 Kodeksu karnego, który przewiduje do lat 3 więzienia dla kogoś, kto "włączając się do urządzenia telekomunikacyjnego, uruchamia na cudzy rachunek impulsy telefoniczne". " - dodał prokurator.
Decyzja jest prawomocna, bo Kancelaria Prezydenta RP - uznana za pokrzywdzoną w sprawie - nie odwołała się od odmowy śledztwa. Prawa do odwołania nie miała rodzina Lecha Kaczyńskiego, bo właścicielem telefonu była Kancelaria. Ślepokura dodał, że prokuratura nie ma wiedzy, by ten telefon był użytkowany przez Lecha Kaczyńskiego.
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustaliła, że odsłuchiwano pocztę głosową. Jak wylicza dziennik, aparat uruchamiano tuż po katastrofie – 10 kwietnia 2010 r. o godzinie 10.46 oraz dzień później o godzinie 12.40 i 16.20.Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustaliła, że odsłuchiwano pocztę głosową. Jak wylicza dziennik, aparat uruchamiano tuż po katastrofie – 10 kwietnia 2010 r. o godzinie 10.46 oraz dzień później o godzinie 12.40 i 16.20.Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustaliła, że odsłuchiwano pocztę głosową. Jak wylicza dziennik, aparat uruchamiano tuż po katastrofie – 10 kwietnia 2010 r. o godzinie 10.46 oraz dzień później o godzinie 12.40 i 16.20."Nasz Dziennik" informował wczoraj, że po katastrofie smoleńskiej ktoś na terenie Rosji manipulował przy telefonie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustaliła, że odsłuchiwano pocztę głosową. Jak wylicza dziennik, aparat uruchamiano tuż po katastrofie – 10 kwietnia 2010 r. o godzinie 10.46 oraz dzień później o godzinie 12.40 i 16.20.
Prokuratura wojskowa uznała, że można tu mówić jedynie o dzwonieniu na cudzy koszt (Kancelarii Prezydenta), a nie o wykradaniu informacji i przekazała sprawę cywilnym śledczym. Ostatecznie stwierdzono, że nie doszło do popełnienia przestępstwa – stwierdza "NDz".
"Nasz Dziennik" informował wczoraj, że po katastrofie smoleńskiej ktoś na terenie Rosji manipulował przy telefonie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustaliła, że odsłuchiwano pocztę głosową. Jak wylicza dziennik, aparat uruchamiano tuż po katastrofie – 10 kwietnia 2010 r. o godzinie 10.46 oraz dzień później o godzinie 12.40 i 16.20.
Prokuratura wojskowa uznała, że można tu mówić jedynie o dzwonieniu na cudzy koszt (Kancelarii Prezydenta), a nie o wykradaniu informacji i przekazała sprawę cywilnym śledczym. Ostatecznie stwierdzono, że nie doszło do popełnienia przestępstwa – stwierdza "NDz".
"Nasz Dziennik" informował wczoraj, że po katastrofie smoleńskiej ktoś na terenie Rosji manipulował przy telefonie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustaliła, że odsłuchiwano pocztę głosową. Jak wylicza dziennik, aparat uruchamiano tuż po katastrofie – 10 kwietnia 2010 r. o godzinie 10.46 oraz dzień później o godzinie 12.40 i 16.20.
Prokuratura wojskowa uznała, że można tu mówić jedynie o dzwonieniu na cudzy koszt (Kancelarii Prezydenta), a nie o wykradaniu informacji i przekazała sprawę cywilnym śledczym. Ostatecznie stwierdzono, że nie doszło do popełnienia przestępstwa – stwierdza "NDz".
"Nasz Dziennik" informował wczoraj, że po katastrofie smoleńskiej ktoś na terenie Rosji manipulował przy telefonie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustaliła, że odsłuchiwano pocztę głosową. Jak wylicza dziennik, aparat uruchamiano tuż po katastrofie – 10 kwietnia 2010 r. o godzinie 10.46 oraz dzień później o godzinie 12.40 i 16.20.
Prokuratura wojskowa uznała, że można tu mówić jedynie o dzwonieniu na cudzy koszt (Kancelarii Prezydenta), a nie o wykradaniu informacji i przekazała sprawę cywilnym śledczym. Ostatecznie stwierdzono, że nie doszło do popełnienia przestępstwa – stwierdza "NDz".
"Nasz Dziennik" informował wczoraj, że po katastrofie smoleńskiej ktoś na terenie Rosji manipulował przy telefonie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustaliła, że odsłuchiwano pocztę głosową. Jak wylicza dziennik, aparat uruchamiano tuż po katastrofie – 10 kwietnia 2010 r. o godzinie 10.46 oraz dzień później o godzinie 12.40 i 16.20.
Prokuratura wojskowa uznała, że można tu mówić jedynie o dzwonieniu na cudzy koszt (Kancelarii Prezydenta), a nie o wykradaniu informacji i przekazała sprawę cywilnym śledczym. Ostatecznie stwierdzono, że nie doszło do popełnienia przestępstwa – stwierdza "NDz".
"Nasz Dziennik" informował wczoraj, że po katastrofie smoleńskiej ktoś na terenie Rosji manipulował przy telefonie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustaliła, że odsłuchiwano pocztę głosową. Jak wylicza dziennik, aparat uruchamiano tuż po katastrofie – 10 kwietnia 2010 r. o godzinie 10.46 oraz dzień później o godzinie 12.40 i 16.20.
Prokuratura wojskowa uznała, że można tu mówić jedynie o dzwonieniu na cudzy koszt (Kancelarii Prezydenta), a nie o wykradaniu informacji i przekazała sprawę cywilnym śledczym. Ostatecznie stwierdzono, że nie doszło do popełnienia przestępstwa – stwierdza "NDz".