Jak pisze "Gazeta Wyborcza" nikt nie interesował się losem koni dopóki jedna z pracownic stajni nie umieściła szokującego filmu w sieci.
http://www.youtube.com/watch?v=7dHUWqlpG6E
Milena Włodarczyk pracowała w stadninie przez kilka miesięcy. Tak to opisuje: - - pisze "GW".
Przez kilka miesięcy nie udało się sprawą zainteresować służb weterynaryjnych. Nikt z inspekcji nie zgłaszał wcześniej żadnych uwag, choć kontrole w stadninie przeprowadzano kilka razy.
O głodzeniu koni policjanci dowiedzieli się dopiero od obrońców zwierzą, którzy obejrzeli szokujący film.
poinformował sierżant Przemysław Podleśny z nowotomyskiej policji. W czasie interwencji w stadninie było 278 zwierząt, aż 48 trzeba było zabrać ze względu na zły stan zdrowia.
W tej chwili policja prowadzi czynności mające ustalić, kto odpowiada za tak rażące warunki przetrzymywania zwierząt. Wiadomo, że właścicielem stadniny jest obywatel Danii. Na razie policja nie przesłuchała go w tej sprawie.
Zastępca Głównego Lekarza Weterynarii Krzysztof Jeżdżewski o całej sprawie dowiedział się z mediów. Zapowiedział interwencję w terenie. Jeżdżewski obiecał, że zostanie wysłane polecenie do wojewódzkiej inspekcji, a ta sprawdzi, jak w tej sprawie działały jednostki terenowe.
Kontrolę, która ujawniła fatalne warunki życia prawie 300-tu koni, w miniony piątek przeprowadziło "Pogotowie dla Zwierząt" z Trzcianki. Inspektorzy od razu zawiadomili policję, a ta w sobotę do północy uczestniczyła razem z obrońcami zwierząt i weterynarzem w akcji odbierania głodzonych koni.