Śledczy nie mają wątpliwości, że kobieta starannie zaplanowała zbrodnię, a później, mówiąc o rzekomym uprowadzeniu dziecka, odegrała rolę życia. Plan jednak się nie powiódł dzięki pracy kilkudziesięciu specjalistów zaangażowanych w śledztwo. Tezy aktu oskarżenia potwierdza zgromadzony w sprawie materiał dowodowy.

Przewód sądowy zakończono zaledwie pół roku po odczytaniu aktu oskarżenia. Sędzia na przeprowadzenie wszystkich dowodów i przesłuchanie kilkudziesięciu świadków potrzebował 13 rozpraw.

Wszystko zaczęło się w styczniu zeszłego roku, kiedy Katarzyna W. z Sosnowca zawiadomiła policję, że została napadnięta i ktoś porwał jej półroczną córkę Madzię. Potem przyznała, że córka wypadła jej z rąk i uderzyła głową o podłogę. Wskazała przy tym miejsce, gdzie zakopała ciało.

W efekcie prokuratura oskarżyła ją m.in. o zabójstwo. Choć obrońca oskarżonej, domaga się uniewinnienia Katarzyny W., to prokurator jest przekonany, że kobieta udusiła córkę. 

Tymczasem jak wynika z ustaleń biegłych obrażenia na ciele dziewczynki wskazują nie tyle na to, że ta upadła na ziemię, ale została o nią rzucona. Przeżyła i - zdaniem patologów - dopiero wtedy została uduszona.