Zaledwie 12 z 40 wyjętych ze smoleńskiej brzozy metalowych elementów trafiło do Polski. Reszta fragmentów została w Moskwie jako niepodzielne. Jak czytamy w "Naszym Dzienniku" zdecydował o tym przyjęty sposób podziału materiału dowodowego między stroną polską a rosyjską. - mówi gazecie podpułkownik Janusz Wójcik, p.o. rzecznika prasowego Naczelnego Prokuratora Wojskowej.
"Nasz Dziennik" dodaje, że sposób podziału próbek zaskakuje mecenasa Bartosza Kownackiego, pełnomocnika kilku rodzin poszkodowanych w katastrofie. W jego ocenie, ta sprawa dobitnie pokazuje, że rosyjski partner nie ma ochoty na współpracę. Szczególnie, że przez trzy lata rosyjscy śledczy nie przejawiali większego zainteresowania drzewem.
>>>Szef UOP kreśli scenariusz prawdopodobnego zamachu: Agenci powinni już nie żyć