Dziennik Gazeta Prawana logo

Nadmuchana afera z Durczokiem? Wszystkie słabe punkty śledztwa "Wprost"

18 lutego 2015, 09:54
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Kamil Durczok
Kamil Durczok/Agencja Gazeta
Co nie zgadza się w artykule „Wprost”, który sugeruje, że Kamil Durczok mógł mieć coś wspólnego z białym proszkiem pozostawionym w jednym z warszawskich mieszkań? Jakie fakty w świetle kolejnych ustaleń wyglądają inaczej? O czym nie napisali dziennikarze tygodnika? Dziennikarskie śledztwo w sprawie prezentera „Faktów” TVN rozkładają na czynniki pierwsze Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” i Piotr Pytlakowski z „Polityki”.

Wygląda na to, że dziennikarze „Wprost” naciągnęli fakty – pisze wprost Wojciech Czuchnowski. I wylicza nieścisłości, które jego zdaniem o tym świadczą:

1. Kamil Durczok był w mieszkaniu, w którym potem znaleziono narkotyki, 16 stycznia. Biznesmen wynajmujący apartament znajomej prezentera „Faktów” opowiedział o ucieczce Durczoka z mieszkania 13 lutego. Wcześniej nie mówił o tym policji. Rzecznik komendy głównej Mariusz Sokołowski w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” zaprzecza, jakoby funkcjonariusze byli świadkami szarpaniny z Durczokiem. Potwierdza za to, że spotkali go przed blokiem i razem z nim weszli do budynku.

2. Policjanci weszli do mieszkania 16 stycznia i nie stwierdzili tam niczego podejrzanego. 13 lutego właściciel apartamentu wezwał funkcjonariuszy, twierdząc, że w mieszkaniu są narkotyki – zauważa Czuchnowski i punktuje:

3. Laptop znaleziony w mieszkaniu nie należał do Kamila Durczoka, jak podawał „Wprost”. Wśród znalezionych w mieszkaniu przedmiotów znajdował się za to pendrive z jego zdjęciami z wakacji z 2010 roku, który zginął podczas włamania do mieszkania dziennikarza w listopadzie.

Na kilka wątpliwości zwraca także uwagę Piotr Pytlakowski, dziennikarz śledczy tygodnika „Polityka”. – – stwierdza.

1. Właściciele mieszkania dobijają się do lokatorki, która mieszka w nim tylko dlatego, że osoba wynajmująca lokal (jej pracodawca) jej na to pozwoliła Dlaczego nie niepokoją dłużniczki, tylko jej pracownicę? – zastanawia się Pytlakowski.

2. Do mieszkania 13 lutego wkraczają dziennikarze „Wprost” i znajdują w nim biały proszek, materiały pornograficzne, notatki Durczoka i jego krawaty. Publicysta komentuje:

Z prawnego punktu widzenia nie wiadomo, kiedy w mieszkaniu pojawił się proszek przypominający narkotyk. Mógł zostać podrzucony między 16 stycznia a 13 lutego, a w tym czasie tylko właściciele mieszkania mieli do niego dostęp. Dlaczego wcześniej nie wezwali policji, aby sprawdziła, czy w ich lokalu ktoś przechowywał zakazane substancje – nie wiadomo. Jedno jest pewne – to nie szef „Faktów” tam mieszkał, to nie on wynajmował apartament i nie on był stroną konfliktu właścicieli z osobą wynajmującą mieszkanie. Ale te drobiazgi kolegów dziennikarzy w ogóle nie zainteresowały.

3. Nie wiadomo, do kogo biały proszek należał. Jeśli był to narkotyk, nie wiadomo, kto go zażywał, nie wiadomo, czy nie trzeba tej osobie pomóc. Materiał śledczy „Wprost” zbudowany jest na podstawie insynuacji – twierdzi Pytlakowski.

CZYTAJ TAKŻE: Biały proszek z mieszkania, w którym był Durczok, to narkotyki. Jest policyjna ekspertyza >>>

– tłumaczył na swoim blogu redaktor naczelny „Wprost” Sylwester Latkowski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl/Media
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj