Według ustaleń prokuratury Cezary P. zaopatrywał w narkotyki majętnych warszawiaków. Na liście jego klientów, którą policja sporządziła dzięki wielomiesięcznym podsłuchom, są ludzie ze świata biznesu i show-biznesu, lekarze, prawnicy. Wczoraj kilkoro z nich składało zeznania przed Sądem Rejonowym Warszawa-Praga Północ.
- - powiedziała 31-letnia psycholog Kaja K. Pytana, dlaczego na jednym z nagrań prosiła Cezarego P. o alkohol, odpowiedziała: - . Powiedziała, że za gram kokainy płaciła P. 500 zł.
Sylwia W., 47-letnia fizjoterapeutka z Mokotowa zapewniała, że "nie kojarzy" oskarżonego, niewiele jej wiadomo na temat handlu kokainą. - - powiedziała.
Sąd zarządził odtworzenie kilku podsłuchanych rozmów świadka z oskarżonym.
Fragment rozmowy 1.:
SW:
CP: .
Fragment rozmowy 2.:
SW: .
CP:
SW: .
CP:
SW: .
Fragment rozmowy 3.:
CP: .
SW: )
CP: .
- - powiedziała Sylwia W. po odtworzeniu nagrań.
- - zapytał prok. Adam Grzeczyński.
Świadek zaprzeczyła.
Kolejny świadek - specjalista do spraw PR Kamil K. przyznał, że dwa razy dzwonił do Cezarego P. - - powiedział.
Kontakt do dilera miał dostać od kobiety o imieniu Irena, z którą pracował w 2016 roku. - - zeznał. - - dodał.
Zeznawał także 50-letni Sławomir B., z zawodu nauczyciel. - - stwierdził.
Na czwartkową rozprawę wezwany był także aktor Piotr G. W aktach są dwa nagrania, na których, według prokuratury, omawiał transakcję narkotykową. G. nie zjawił się w sądzie, przysłał pismo, w którym nieobecność uzasadniał wyjazdem służbowym.
Kilka tygodni wcześniej zeznania składała matka jego dziecka Anna G. 40-latka mówiła, że Cezarego P. zna, bo udzielała lekcji tańca jemu i jego żonie Iwonie (oskarżona o pomoc mężowi w rozprowadzaniu narkotyków). Twierdziła, że korzystała u niego także z oferty gastronomicznej. - - powiedziała prokuratorowi. - - stwierdziła.
Zapytana, dlaczego nigdy nie mówiła Cezaremu P., co konkretnie chciałaby zjeść, twierdziła, że sprawa była oczywista, bo zawsze je to samo. Dodała, że jedzenie zamawiała najczęściej dla siebie i Rafała M., z którym tańczy.
- - powiedziała G.
Przedstawiona przez nią wersja pokrywa się z linią obrony Cezarego P., który wyjaśniał, że przed zatrzymaniem pracował jako zaopatrzeniowiec w sklepie żony. Dowoził alkohol i jedzenie różnym osobom. Narkotyki, jak twierdzi, posiadał wyłącznie do własnych celów.
50-latek do aresztu trafił w kwietniu 2016 roku. Centralne Biuro Śledcze Policji zatrzymało go pod nocnym klubem przy ul. Hożej, gdy sprzedawał porcję kokainy. Według prokuratury zarobił na handlu narkotykami co najmniej milion złotych.
Sąd Apelacyjny w Warszawie zastrzegł, że oskarżony może warunkowo opuścić areszt po wpłaceniu 300 tys. zł kaucji.