O aktywistce Elżbiecie Podleśnej zrobiło się głośno po jej porannym zatrzymaniu 6 maja. Kobieta trafiła na komisariat, gdzie została przesłuchana pod zarzutem profanacji wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej na terenie jednego z płockich kościołów. Minister Joachim Brudziński przekonuje jednak, że w zatrzymaniu aktywistki chodziło nie tyle o tęczę na aureoli Czarnej Madonny, lecz o wlepki z tymże wizerunkiem na przenośnych toaletach i koszach na śmieci.
- - zaprzecza Podleśna w rozmowie z TOK FM. - - tłumaczy.
- - oceniła Podleśna, dodając, że zarzuty wobec niej zostały sprecyzowane dopiero wówczas, kiedy była przesłuchiwana.
Na pytanie, gdzie były rozpowszechniane wlepki, Podleśna odparła, że były to kierunkowskazy, tablice ogłoszeń, słupy czy latarnie. - - podkreśliła.
- - podkreśliła Podleśna.
- - powiedziała. Na pytanie, jakie jest uzasadnienie tego, że jej zatrzymanie jest nielegalne, Podleśna podkreśliła, że chodzi m.in. o powoływanie się na to, że mogła mataczyć czy zacierać ślady, co jej zdaniem jest "dość absurdalne". - - wskazała.
Podleśna podkreśliła również, że wejście do jej mieszkania "nie było poprzedzone żadnymi wezwaniami".