W poniedziałek policja zatrzymała 51-letnią Elżbietę Podleśną, której przedstawiono zarzut profanacji wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej. Pod koniec kwietnia w Płocku kobieta rozkleiła plakaty i nalepki z Matką Boską i dzieciątkiem Jezus z tęczowymi aureolami.

We wtorek w internecie, m.in. na Twitterze, pojawiały się zdjęcia Kramka na tle plakatów z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej, na których postaci Maryi i Dzieciątka otoczone zostały aureolami w barwach tęczy, a także na tle zdjęć prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego jedzącego banana także otoczonego tęczową aureolą.

Na zdjęciach widać również, że plakaty są powieszone m.in. na budynku przy ul. Nowogrodzkiej, gdzie znajduje się siedziba PiS, na ogrodzeniu Ministerstwa Sprawiedliwości i na biurze poselskim szefa MON Mariusza Błaszczaka (PiS).

Kramek pytany przez PAP o motywację tego działania odpowiedział, że "podstawową motywacją była solidarność z aktywistką uliczną Elżbietą Podleśną". - Fundacja nie ma z tym wiele wspólnego. Razem z kolegą Marcinem Mycielskim rzeczywiście rozwieszaliśmy w nocy plakaty na siedzibach różnych ministerstw i urzędów - przyznał. Kramek poinformował, że rozwiesił plakaty na "Ministerstwie Sprawiedliwości, siedzibie PiS na ul. Nowogrodzkiej, kilku biurach poselskich" oraz na "słupach ogłoszeniowych na mieście".

- Robiliśmy to po to, żeby pokazać absurd zarzutów, unaocznić bezsens tej całej afery i w geście obywatelskiego nieposłuszeństwa sprowokować organy takie jak prokuratura, czy policja do tego, żeby nam postawiły zarzuty i pokazały, czy są konsekwentne. Rzucamy wyzwanie ministrowi Joachimowi Brudzińskiemu i sprawdzamy, czy wobec wszystkich rozpowszechniających takie grafiki zostaną wyciągnięte konsekwencje karne. Weryfikujemy, czy są gotowi się dalej kompromitować, czy też skończy się tylko i wyłącznie na Elżbiecie Podleśnej - powiedział PAP Kramek.

Podkreślił też, że Elżbieta Podleśna miała prawo do rozlepiania plakatów podczas swojej akcji w Płocku. - Nie chcę oceniać akcji pod względem tego, w jakich miejscach te plakaty się pojawiły, kluczowe są przede wszystkim reperkusje jakie ją spotkały. Najistotniejsze jest to, co się wydarzyło później, czyli wszystkie czynności przeprowadzone wobec niej przez organy ścigania - stwierdził Kramek.

Jak wyjaśnił, chodzi mu o takie czynności jak "przeszukanie w miejscu zamieszkania", "rekwirowanie sprzętu komputerowego" i "zatrzymanie osoby, która po prostu korzysta z wolności słowa, z prawa do ekspresji artystycznej, czy aktywności obywatelskiej".

- To jest z całą pewnością niewspółmierne, a nawet groteskowe i absurdalne, gdy władza najwyższego szczebla, czyli szef MSWiA Joachim Brudziński, uznaje tę sprawę za na tyle istotną, jak gdyby chodziłoby o zatrzymanie jakiegoś terrorysty, który planował przeprowadzenie zamachu, nowego wcielenia Kuby Rozpruwacza, szefa mafii, czy innego człowieka związanego w sposób poważny z przestępczością zorganizowaną, a nie jednej, indywidualnej aktywistki - ocenił Kramek.

Według niego, "to kompromitacja Polski na arenie międzynarodowej". - Nawet media w Nowej Zelandii to opisują. Oczywiście zwraca to uwagę na pewien problem systemowy jak istnienie tego rodzaju przepisów w Kodeksie karnym, które pozwalają na penalizację obrazy uczuć religijnych, co jest zagrożone nawet karą więzienia - zauważył.

Kramek podkreślił też, że nie ocenia gestu artystycznego Elżbiety Podleśnej krytycznie, ale "nie zna na tyle okoliczności jej działania, żeby wchodzić w to głębiej". - Miała do tego pełne prawo, nie powinny jej spotykać tego rodzaju konsekwencje. Spotykają i to jest skandal - oświadczył Kramek.

O Fundacji Otwarty Dialog zrobiło się głośno w sierpniu ub.r., gdy żona Bartosza Kramka, szefowa Fundacji, Ludmyła Kozłowska została deportowana z Polski do Kijowa po alercie, jaki polskie władze zamieściły w Systemie Informacyjnym Schengen, SIS. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego tłumaczyła wówczas, że negatywną opinię w jej sprawie wydano ze względu na "poważne wątpliwości" co do finansowania fundacji, co skutkowało objęciem jej zakazem wjazdu do Polski i UE.

We wrześniu ub.r. Kozłowska dostała ograniczoną czasowo wizę od władz belgijskich, dzięki czemu mogła przyjechać do Parlamentu Europejskiego. Była też w Wielkiej Brytanii oraz Radzie Europy w Strasburgu. Wcześniej o swojej sytuacji opowiadała w niemieckim Bundestagu.