Dziennik Gazeta Prawana logo

Miller: Mogłem już leżeć na cmentarzu

29 października 2007, 17:03
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Gdyby nie jego umiejętności, wszyscy bylibyśmy dziś na cmentarzu - tak Leszek Miller bronił przed sądem pilota rządowego śmigłowca, który rozbił się przed czterema laty pod Warszawą. Były premier zaprzeczył równocześnie, by sam żądał lotu mimo złej pogody. Podpułkownikowi Markowi Miłoszowi grozi osiem lat więzienia za nieumyślne spowodowanie wypadku.

Były premier przekonywał, że nie naciskał na pilota, by ten leciał mimo złej pogody. "Wiele razy latałem. W sytuacji, gdy była wyraźna decyzja, że nie lecimy, nie wywierałem presji" - przekonywał w poniedziałek Miller.

Były szef rządu dodał, że Miłosz cieszył się opinią znakomitego pilota. I powiedział, że nie ma pretensji do Miłosza, choć od wypadku do dziś ma problemy z kręgosłupem.

Rządowy śmigłowiec rozbił się 4 grudnia 2003 r. pod Warszawą. Spadł, gdy wyłączyły się dwa silniki. Kilkanaście osób zostało rannych. Biegli uznali, że przyczyną katastrofy było oblodzenie silników. Miłosza prokuratura oskarżyła o spowodowanie wypadku - pilot miał nie włączyć specjalnej instalacji przeciwoblodzeniowej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj