Rekin przypłynął z północnego Atlantyku. Zimą zwykle szuka schronienia na cieplejszych wodach Południa. Nie wiadomo więc, czemu przypłynął na Bałtyk.

Reklama

Rybacy z kutra KOŁ-178 łowiący flądry, zdziwili się, gdy wyciągnęli sieć. Wewnątrz, poza płaskimi rybami, leżał żywy, niemal dwumetrowy potwór - prawdziwy rekin z ostrymi jak brzytwa zębami. "Od dwudziestu już lat tu łowię, ale takiego dziwu jeszcze nie widziałem!" - mówi "Faktowi" Andrzej Walaszczyk, właściciel kutra. "Skoro tu trafił, to może oznaczać, że latem może ich być jeszcze więcej..." - dodaje.

Czy to oznacza, że na plażach Bałtyku staną tablice z napisem "Uwaga rekiny!" - pyta bulwarówka? Rybacy uspokajają. Twierdzą, że wizyta dużego drapieżnika oznacza, że w naszym morzu jest dużo ryb.

Andrzej Walaszczyk w swojej sieci znalazł mierzącego 180 cm rekina. Żarłacz śledziowy osiąga 3 m długości i masę 200 kg. Znane są przypadki ataków na ludzi - zauważa "Fakt".