Dziennik Gazeta Prawana logo

Jadę do Belgii szukać mojego synka

10 marca 2008, 00:29
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
porwanie
porwanie/Inne
Zrozpaczona matka od piątku nie zmrużyła oka. To wtedy Marcin F., ojciec jej dziecka, porwał malutkiego Aleksa. W sobotę wieczorem okazało się, że mężczyzna z dzieckiem są w Belgii, gdzie porywacz mieszka od lat. Sprawą zajmuje się policja, ale Justyna Przedwojska z Bratowic nie zamierza czekać bezczynnie w domu. "Jadę po moje dziecko. Nie wrócę bez mojego synka! - powiedziła "Faktowi". Dzisiaj młoda matka wyjeżdża za granicę.
f_porwanie14_tgo_63227a_165155.jpg
Mały Aleks

Nie wiadomo, dlaczego Marcin F. porwał dziecko. Być może chciał się w ten sposób odegrać na kobiecie, bo ta złożyła pozew o wypłatę alimentów. Ich związek rozpadł się, gdy Alex miał pół roku. Wróciła z synkiem z Belgii do Polski. Po powrocie Justyny do kraju Marcin F. odwiedził ją i maleństwo jedynie trzy razy - czytamy w "Fakcie".

Piekło matki rozpoczęło się w piątek 7 marca. Rano pod jej dom przyjechał Marcin F. z kolegą. Pretekstem do odwiedzin miał być Dzień Kobiet.

"Wręczył mi kwiaty i poprosił o herbatę. Byłam zaskoczona tym zachowaniem, ale nie podejrzewałam niczego złego. W tym czasie Alex spał w wózeczku" – mówi "Faktowi" pani Justyna.

Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Porywacze wyrwali dziecko z wózeczka. Kiedy matka rzuciła się, aby wyrwać synka z ich rąk, prysnęli jej gazem w oczy. Na nic zdała się jej walka. Aleks został uprowadzony.

Przez całą sobotę polska policja poszukiwała Marcina F. Jednak on dawno był już za granicą. W sobotę wieczorem zgłosił się na posterunek w Belgii. Ma podwójne obywatelstwo, a syn nosi jego nazwisko. Policja belgijska mimo apelu ze strony polskiej o zatrzymanie porywacza, nie znalazła podstaw, aby zastosować areszt. Trzeba czekać na europejski nakaz aresztowania, a to potrwa przynajmniej kilka dni - pisze "Fakt".

"To jest jakiś absurd. Porwał mi dziecko i może chodzić wolny – mówi matka dziecka. Justyna Przedwojska nie ma zamiaru czekać z założonymi rękoma. "Jadę do Belgii. Jadę zobaczyć moje dzieko i zabrać je do domu" – mówi "Faktowi" zdecydowanym głosem.

Spakowała już wszystko, czego Aleks potrzebuje, żeby bezpieczenie i wygodnie wrócić do domu. Ciepłe ubranka, pieluszki i ulubione jedzenie. Nie zapomniała o ukochanym misiu - czytamy w "Fakcie".

"On o tym nie pomyślał, jak go porywał. Rzucił go na siedzienie jak jakiś przedmiot" - mówi Justyna Przedwojska.

Jednak matka nie ma zamiaru walczyć sama. Do pomocy ma już prawników. Ma też nadzieję, że polscy urzędnicy z konsulatu nie zostawią jej bez pomocy - pisze "Fakt".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj