Ratownicy stracili już nadzieję, że odnajdą go żywego. Po kilkunastu godzinach przerwali poszukiwania polskiego marynarza, który wpadł wczoraj do Bałtyku. "Prawdopodobnie poślizgnął się na oblodzonym pokładzie" - mówią ratownicy. Dodają, że Polak prawdopodobnie zginął, bo w zimnej wodzie marynarz mógł wytrzymać co najwyżej pół godziny.
Ratownicy, przez kilkanaście godzin, bezowocnie, przeszukiwali wody północnej części cieśniny Sund, gdzie mógł wypaść za burtę 49-letni polski marynarz.
"To był spory rejon morza. Ale nikt nie wiedział dokładnie, w którym miejscu marynarz wypadł ze statku" - mówią ratownicy.
Gdy załoga norweskiego statku "Linda" zorientowała się, że Polaka nie ma na pokładzie, natychmiast wszczęła alarm.
"Szukaliśmy marynarza od soboty. Nie mógł przeżyć w tak zimnej wodzie, więc po kilkunastu godzinach, przerwaliśmy akcję ratunkową" - tłumaczą ratownicy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|