Dziennik Gazeta Prawana logo

Wspólnik morderców Olewnika na wolności

14 kwietnia 2008, 23:14
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wspólnik morderców Olewnika na wolności
Inne
Na wolności wciąż pozostaje co najmniej jeden człowiek, który współpracował z porywaczami Krzysztofa Olewnika - wynika z analizy śledztwa, do której dotarł DZIENNIK. Do dziś nie wiadomo, kto to jest, ale wiadomo, jakie zostawił za sobą ślady. To kilkadziesiąt połączeń z ulicznych telefonów na karty magnetyczne. W dodatku mógł to być policjant.

Analizę przeprowadzili w 2007 r. prokuratorzy z Olsztyna - ci, którym udało się zakończyć śledztwo w sprawie porwania syna znanego biznesmena - pisze DZIENNIK. Rozwikłali sprawę, a przy okazji wykryli setki błędów i przykładów nieudolności ekipy z Płocka, która prowadziła postępowanie przed nimi.

Jednym z badanych wątków były połączenia telefoniczne - ktoś dzwonił do porywaczy z ulicznych automatów. Wiadomo, że nie był to żaden ze znanych już i skazanych w zakończonym 31 marca procesie bandytów. W czasie, w którym z namierzonych przez policję budek ktoś dzwonił na ich telefony, wszyscy mieli alibi. "Należy (...) przyjąć, że połączenia te były wykonane przez osobę współpracującą lub znającą sprawców uprowadzenia Krzysztofa Olewnika, której w tej sprawie nie postawiono jeszcze zarzutów" - konkludują autorzy analizy.

Nigdzie nie ma w niej odpowiedzi na pytanie, kim jest ta tajemnicza osoba. "Ten, kto dzwonił, użył trzech kart magnetycznych. Dzwoniono z nich głównie w lipcu i sierpniu 2003 roku" - powiedział DZIENNIKOWI policjant znający sprawę Olewnika.

Telefony dzwoniły w okolicach 24 lipca 2003, kiedy to rodzina Olewnika przekazała porywaczom 300 tys. euro okupu. Nasz rozmówca zwraca uwagę na jeszcze jeden szczegół. "Jedna z tych kart magnetycznych była użyta tylko dwa razy i to jednego dnia, ale przed przekazaniem okupu. Ktoś telefonował na policję w Płocku, do komendy miejskiej, a potem do jednego ze sprawców, Sławomira Kościuka" - mówi.

Kościuk to zabójca Olewnika, który pięć dni po skazaniu na dożywocie powiesił się w płockim więzieniu. Kto do niego dzwonił, kiedy Krzysztof Olewnik jeszcze żył? Na to pytanie nie znamy odpowiedzi, analiza tego nie tłumaczy. Wiadomo jednak, że przestępcy mieli informacje o przebiegu śledztwa - dostawali je prawdopodobnie z płockiej policji. Wyszło to na jaw w trakcie procesu. Jeden ze świadków opowiedział o tym, jak płoccy funkcjonariusze zorganizowali pewnego dnia tajne przesłuchanie. Powód był oczywisty - porywacze zakazali rodzinie i jej znajomym kontaktów z policją.

Jednak kilkanaście minut po wyjściu z tego przesłuchania świadek odebrał telefon z pogróżkami - porywacze już wiedzieli, gdzie był. Ten szczegół wiąże się z wątkiem kart magnetycznych - według rozmówców DZIENNIKA - możliwe, że osoba, która ich używała była policjantem lub wiedziała, co robi policja w sprawie Olewnika.

Olsztyńska prokuratura nadal prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości, których dopuścili się policjanci i prokuratorzy z Płocka. Po samobójczej śmierci Kościuka objęła je nadzorem prokuratura krajowa, a Centralne Biuro Śledcze sprawdza wszystkie decyzje podejmowane przez policjantów w sprawie porwania.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj