Dziennikarze "Rzeczpospolitej" ustalili, że kasetę, na której widać Wojciecha F. kupującego aparat w hipermarkecie Auchan w Warszawie, płoccy policjanci mieli już na początku listopada 2001 roku. Ale przez cztery lata nie znaleźli czasu, żeby wykorzystać ten dowód. A trop prowadził wprost do szefa grupy.

Zatajenie tak ważnego dowodu wyszło na jaw dopiero, gdy w maju 2005 roku śledczy przesłuchali Urszulę P. - ekspedientkę, która sprzedała aparat Wojciechowi F. Mimo upływu lat kobieta dokładnie zapamiętała kupującego, m.in. dlatego że mężczyzna nie chciał skorzystać z promocji i nabył najdroższy w tym czasie aparat za 682 złote, choć mógł zapłacić tylko złotówkę.

I dopiero w trakcie tego przesłuchania okazało się, że płoccy policjanci w 2001 roku byli u kobiety i pytali ją o nabywcę aparatu. Chociaż ekspedientka precyzyjnie go opisała, funkcjonariusze tych informacji nie wykorzystali.