Inne / BARTOSZ FRYDRYCH
Reklama
Inne / BARTOSZ FRYDRYCH

Pan Stanisław i Ryszard mieszkają na końcu górskiej Przysietnicy. Mieszkając na odludziu, są na siebie skazani. Zamiast jednak żyć w dobrych, sąsiedzkich relacjach, oni od lat szczerze się nienawidzą - pisze "Fakt". Powodem niezgody jest wąski pasek trawnika rozdzielający oba gospodarstwa. Rośnie na nim niewielki sad. Dziś, po latach awantur, ani pan Stanisław, ani Ryszard nie wiedzą, kto zasadził które drzewo. W końcu Ryszard K. postanowił rozwiązać problem radykalnie. Nalał benzyny do piły mechanicznej i zaczął wycinać śliwy. Kiedy sąsiad zobaczył, co się dzieje, wyskoczył z domu, by ratować kwitnące drzewa.

"Sąsiedzie, uspokój się! Co ty wyprawiasz" - próbował powstrzymać szalejącego z piłą sąsiada. Wtedy w Ryszarda K. coś wstąpiło. Patrząc pełnym nienawiści wzrokiem, ruszył w stronę starszego pana. Wymachując piłą, krzyknął: "To twój koniec! Zaraz cię zabiję!"

80-latek zasłonił twarz ręką i wtedy poczuł przeszywający ból. Cały zalał się krwią. Jego ręka pod łokciem zawisła na kawałku mięśnia. Pan Stanisław osunął się na ziemię, a oprawca odwrócił się na pięcie i uciekł.

"Myślałem, że to już moje ostatnie chwile. Widziałem rękę wiszącą na skórze i czułem ból, którego nie sposób opisać" - mówi "Faktowi" pan Stanisław. "Na szczęście żona usłyszała mój krzyk i wezwała pogotowie" - dodaje.

Ranny trafił do szpitala prosto na stół operacyjny. Lekarze przez kilka godzin walczyli o uratowanie odciętej ręki. Na szczęście udało się. Pan Stanisław może już nawet poruszać palcami, choć zanim odzyska sprawność, minie jeszcze wiele tygodni. Ryszardem K. zajęli się już policjanci. Kiedy go zatrzymywali, był pijany. Dopiero po wytrzeźwieniu trafił na przesłuchanie do prokuratury.

"Ten mężczyzna będzie odpowiadał za spowodowanie poważnych obrażeń ciała. Za to przestępstwo grozi do pięciu lat więzienia" - tłumaczy prokurator Aurelia Skiba, szefowa Prokuratury Rejonowej w Brzozowie. Ryszard K. będzie odpowiadał z wolnej stopy.

"Mam sąsiadowi za złe to, co mi zrobił. Ale może jednak czas się pogodzić?" - zastanawia się pan Stanisław.