Dlaczego zarówno Alicja, jak i jej matka nie zwróciły się wcześniej do nikogo o ratunek? Dlaczego nie zadziałał system pomocy społecznej? Rodzina pobierała zasiłek z opieki społecznej, dzieci chodziły do szkoły, Alicja urodziła swoje dzieci w szpitalu. Żadna z tych instytucji nie zwróciła jednak uwagi, że w rodzinie rozgrywa się dramat. Jak więc działa polski system opieki społecznej, który nie jest zdolny wychwycić takich patologii?
To mnie akurat nie zaskoczyło. Ofiary przemocy często latami znoszą gehennę i nikomu się nie zwierzają. Dlaczego? Na to nie ma jednej odpowiedzi. Przemoc z reguły rozpoczyna się niewinnie. Sprawca, nawet jeśli bywa brutalny, potem przeprasza, obiecuje poprawę. Dlatego na początku ofierze trudno zareagować, zwłaszcza że nie zdaje sobie sprawy z powagi takich zachowań. Nie ma więc świadomości, że powinna szukać pomocy. A im dalej brnie w tę sytuację, tym trudniej jest mu się przyznać. Rośnie poczucie winy wzmagane przez sprawcę: na tyle się zgodziłaś, to kto ci teraz uwierzy, że nie chciałaś. W dodatku tutaj sprawcą był ojciec.
>>>Przeczytaj wstrząsające wyznanie Alicji
Kiedy wszystko się zaczęło, była dzieckiem. Doznawała przemocy od osoby, której ufała, która miała obowiązek się nią opiekować. Trudno wymagać od dziecka, by umiało od razu ocenić,
które zachowanie rodzica jest prawidłowe, a kiedy przekracza on dozwolone granice. Dochodzi do tego syndrom sztokholmski, czyli przywiązanie do sprawcy. Pojawia się też syndrom ofiary.
Syndrom ofiary można porównać do syndromu wyuczonej bezradności. Na początku ofiara szuka jakiegoś rozwiązania, chce wpłynąć na sprawcę, żeby zatrzymać jego agresję. Prosi, ucieka,
próbuje się bronić. Ale kiedy widzi, że te sposoby zawodzą, zaczyna wierzyć, że cokolwiek zrobi, i tak nic się nie zmieni. I to przekonanie sprawia, że wewnętrznie godzi się na taką
sytuację.
To prawdopodobnie organizował ojciec. Co tylko potwierdza, jak ogromny miał na nią wpływ. Zresztą wszystko wskazuje, że kobiety w tym domu były bardzo uzależnione od jego osoby. Również pod
względem materialnym, miały więc poczucie, że bez ojca, nawet kata, sobie nie poradzą.
Ofiary żyją w nieustannym poczuciu zagrożenia. Codzienne słyszą, że jeżeli coś ujawnią, zostaną ukarane. Wierzą, że sprawca jest wszechwładny, zdolny do wszystkiego. Jeżeli mówi, że
zabije, to tak się stanie. A Alicja była cały czas straszona, że zostanie ukarana. Poza tym sprawca stara się odizolować rodzinę od otoczenia. Żeby nie zawierała bliższych relacji
sąsiedzkich, żeby dzieci nie zapraszały kolegów do domu. A ojciec Alicji zmienił miejsce zamieszkania.
Matki często są współwinne. Na początku pozwalają na takie zachowania, nie reagują, a później sytuacja wymyka się im spod kontroli. Boją się odpowiedzialności, bo wiedzą, że
przyzwalały na krzywdę dziecka.
>>>Matka zgodziła się, by ojciec gwałcił córkę
Takie kobiety nie działają racjonalnie. Żyją bowiem w warunkach, które nie są normalne. Same często są ofiarami przemocy. Wolą spełniać każde życzenie sprawcy, udawać, że nie widzą,
co się dzieje, byleby zasłużyć na sympatię albo uniknąć kary. Często też wygodniej jest im nic nie mówić, bo nie muszą podejmować żadnych działań.
To mógł być impuls. Być może coś dało jej przekonanie, że teraz będzie w stanie poradzić sobie z tą sytuacją.
Jeżeli zauważa się coś niepokojącego, można spróbować nawiązać kontakt z poszkodowaną osobą. I przede wszystkim zadbać o to, żeby miała ona poczucie bezpieczeństwa. A więc na pewno
nie w towarzystwie osoby, która ją krzywdzi lub która może się przyczynić do tego, że sprawca dowie się, że taka pomoc została zaoferowana.
*Dominika Bolek jest policyjnym psychologiem