Autor książki "Obłęd '44": Decyzje przywódców nosiły znamiona szaleństwa

2013-08-05 12:17 | Aktualizacja: 13:54
 Piotr Zychowicz

Piotr Zychowicz / dorzeczy.pl)

Ta książka wywołuje wielkie kontrowersje. "Obłęd '44" autorstwa Piotra Zychowicza to z pewnością pozycja na księgarskim rynku, o której będzie się dyskutować. Autor za tezy zawarte w książce obrywa od prawa do lewa, bo uderzył w mit Armii Krajowej i Powstania Warszawskiego.




Zdaniem Zychowicza Polskie Państwo podziemne nie zdało egzaminu. Mało tego. Autor twierdzi, że inicjując akcję "Burza" AK dopuściła się kolaboracji z wrogiem, jakim była wkraczająca do Polski Armia Czerwona. Apogeum obłędu była decyzja o wywołaniu Powstania Warszawskiego, które zdaniem Zychowicza nie miało żadnych szans powodzenia, a spowodowało gigantyczne straty, zwłaszcza wśród ludności cywilnej. Armii Krajowej dostaje się także za bierność jaką wykazała w obliczu rzezi polskiej ludności na Wołyniu. Obok tej książki trudno przejść obojętnie. Oto rozmowa dziennik.pl z autorem "Obłędu'44".

Pańska książka jeszcze nie pojawiła się na księgarskich półkach, a już spadła na Pana fala krytyki. I narasta. Spodziewał się Pan takiej reakcji. Po co to Panu było?

Nie boję się krytyki i nie widzę w niej nic złego. Sam krytykuję ostro naszych przywódców wojskowych i politycznych z okresu II wojny światowej, naturalne jest więc, że można ostro oceniać również mnie. Celem napisania tej książki było wywołanie debaty na temat sensu decyzji o wywołaniu Powstania Warszawskiego. Musimy wreszcie zacząć o nim dyskutować, a nie tylko je czcić. Należy oczywiście oddać część i wyrazić olbrzymi szacunek wobec żołnierzy walczących w Powstaniu. Byli bowiem najlepszym wojskiem jakie mieliśmy w całej naszej historii. Byli to nasi najwięksi bohaterowie. Podziw dla tych młodych żołnierzy nie oznacza jednak, że mamy automatycznie wychwalać pod niebiosa ludzi, którzy wysłali ich z gołymi rękami na czołgi. Jeżeli będziemy gloryfikowali takie przypadki braku odpowiedzialności, jaką była decyzja o wydaniu Niemcom bitwy na ulicach milionowego miasta, to będziemy skazani na to, żeby w przyszłości powtarzać podobne błędy. A Polski nie stać na to, żeby co dwa, trzy pokolenia sprowadzać na siebie taką hekatombę.

Okładka książki Obłęd44
Okładka książki "Obłęd'44"
fot. Materiały prasowe

Ciosy spadły na Pana m.in. ze strony prawicowych publicystów z portalu wpolityce. pl. Dawid Wildstein na portalu niezależna. pl napisał tekst, który zatytułował „Do Piotra Zychowicza”. Zarzuca Panu wprost, że „Obłęd 44” to prezent dla niemieckiej bądź rosyjskiej polityki historycznej. Co by Pan odpowiedział kolegom po piórze?

Co do "prawicowych" publicystów, to mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Otóż mesjanizm, romantyzm, umiłowanie tradycji powstańczej - zawsze było w Polsce domeną lewicy. Nasze powstania bardzo krytycznie oceniały zaś oba nurty prawicy - zarówno konserwatywny, jak i endecki. Dopiero w III RP, to co nazywa się w tym kraju "prawicą" zaadoptowało te lewicowe idee jako swoje. Ja czuję się spadkobiercą klasycznej polskiej prawicy, wywodzącej się ze szkoły historycznej Stańczyków, która opowiadała się za kierowaniem się w polityce chłodną kalkulacją, a nie uczuciami i emocjami. Podobnie jak ci ludzie, uważam, że nasze porażki nie czynią nas wcale silniejszymi. Czynią nas słabszymi. Podobnie jak oni krytycznie podchodzę do powstań narodowych, które pogarszały, a nie polepszały sytuację Polaków. W takim układzie moich adwersarzy nazwałbym więc raczej lewicowymi. Teraz co do słów Dawida Wildsteina. Nie on jeden uważa, że nie wolno nam dyskutować o naszej historii i krytykować naszych błędów bo „skorzystają na tym Rosjanie czy Niemcy”. Inni uważają, że skorzystają na tym nieprzychylni nam nowojorscy Żydzi czy "Gazeta Wyborcza". Podobne podejście to absurd. Bo ani Rosjanie, ani Niemcy, ani Żydzi, ani "Gazeta Wyborcza" nie mogą nam wyznaczać granic dyskusji o naszych własnych dziejach. Jest wręcz przeciwnie. Musimy się na temat historii spierać i debatować, aby wyciągnąć z niej wnioski na przyszłość. A nie automatycznie sławić wszystko, co zrobili nasi przodkowie. Naprawdę, nie ma żadnego powodu, żeby być dumnym z tego, że byliśmy bici w kolejnych powstaniach.

Wracając już do samej książki, która właśnie pojawiła się na rynku. Dlaczego obłęd? Skąd taki tytuł? Nie przesadził Pan trochę?

Generał Władysław Anders używał jeszcze ostrzejszych słów. Gdy dowiedział się, że Komenda Główna AK wywołała Powstanie powiedział, że to zbrodnia i że "Bora" należy postawić przed sądem. Pobóg-Malinowski pisał o "odmętach szaleństwa", w które dowództwo AK wciągnęło swoich żołnierzy. W mojej książce tytułowy "obłęd” ma trzy odsłony. Pierwszą z nich jest akcja "Burza". Nigdy wcześniej w naszych dziejach nie wydano tak absurdalnych rozkazów. W nocy z 3 na 4 stycznia 1944 roku rozpoczął się kolejny najazd bolszewicki na Polskę i każdy rozsądnie myślący człowiek, musiał rozumieć, że Sowiety wkraczają na nasze terytorium, ze złymi zamiarami. Stalin wcale nie ukrywał, że jego celem jest ujarzmienie i podbicie Polski. Jak zareagowało na to dowództwo Armii Krajowej? Wydało swoim dzielnym żołnierzom rozkaz pomagania wkraczającym bolszewikom, pomagania im w zdobywaniu Polski. Z niewiadomych przyczyn uznano, że Sowiety nie są wrogiem, ale "sojusznikiem naszych sojuszników". To była straszliwa tragedia, zadenuncjowano bowiem w ten sposób własne wojsko przed NKWD. Bolszewicy nie mogli uwierzyć własnemu szczęściu. Niemcy nie byli w stanie przez pięć lat zniszczyć Polskiego Państwa Podziemnego, a teraz Sowiety zrobiły to z marszu. Trudno się dziwić, bo cała ta struktura się przed nimi zdekonspirowała. Oczywiście Stalin nie potrzebował żadnej pomocy AK i nasze oddziały zostały rozbite. Oficerowie zamordowani lub wywiezieni w nieznane, żołnierze w najlepszym przypadku wcieleni do armii Berlinga. Wydanie rozkazu do "Burzy" było więc samobójczym szaleństwem.

A dlaczego Pana zdaniem Powstanie Warszawskie było obłędem?

Drugą odsłoną tytułowego obłędu jest polityczna koncepcja Powstania. Założenie było następujące: zdobywamy własnymi siłami Warszawę, a później - jak mówił pomysłodawca tej bitwy gen. Okulicki - witamy bolszewików w wyzwolonym mieście jako "hospodary". W ten sposób chciano rozmawiać ze Stalinem z pozycji siły i zmusić go do zawarcia z Armią Krajową jakiegoś kompromisu. Wymusić na nim zezwolenie na stworzenie choć w części suwerennej Polski. Była to całkowita mrzonka, iluzja. Bo ani Okulicki, ani "Bór", ani premier Mikołajczyk, nie byli Stalinowi do niczego potrzebni. Miał bowiem swojego Bieruta, Gomułkę i Bermana, przy pomocy których zamierzał rządzić Polską. Pomysł, że Stalin miałby się dzielić ze znienawidzoną przez siebie AK władzą w Polsce był niedorzeczny. Po co? Dlaczego? Przecież był w naszym kraju całkowitym panem sytuacji. Mógł tu zrobić wszystko co mu się podobało. W Komendzie Głównej AK był pułkownik Janusz Bokszczanin, który wraz z grupą oficerów, m.in. podpułkownikiem Ludwikiem Muzyczką, próbowali powstrzymać Powstanie. Mówili: Panowie, czy wyście stracili rozum? Przecież jak my tylko zaczniemy akcję, to Niemcy zaczną nas wyrzynać, a Stalin zatrzyma wojsko i będzie patrzył jak Hitler robi za niego brudną robotę. Jak możecie liczyć na pomoc ze strony bolszewików!? Uznano ich za defetystów.

A jak zostawić to polityczne tło na boku, to jak można ocenić samą koncepcję militarną Powstania?

To jest trzecia odsłona obłędu. Zacznijmy od tego, że Powstanie Warszawskie bardzo różni się od naszych poprzednich insurekcji. Nie był to spontaniczny zryw narwanej młodzieży. Decyzję podjęto w sztabie, w grupie wysokiej rangi oficerów Wojska Polskiego. A więc w grupie zawodowców. Ludzie ci wiedzieli więc - to ABC sztuki wojennej - że aby zdobyć umocnione punkty nieprzyjaciela (bunkry, ufortyfikowane budynki, mosty itp.) należy dysponować przewagą liczebną oraz dużą ilością broni szturmowej. Warszawskie oddziały AK nie spełniały obu tych warunków. Gdy mówiono o tym Antoniemu Chruścielowi "Monterowi" stwierdził, że należy więc wydać żołnierzom... kije, kilofy i łopaty. Innym razem powiedział, że żołnierze muszą sobie sami zdobyć broń, a kto nie będzie w stanie tego zrobić, ten pójdzie pod sąd. Wydawanie podobnych instrukcji było nieprawdopodobną lekkomyślnością, niebywałym szafowaniem krwią własnego wojska. Ta wspaniała młodzież, która ślepo wierzyła w swoich przywódców, że poprowadzą ją do zwycięstwa, została poprowadzona na rzeź. W ostatniej chwili "Monter" zmienił zdanie i nie atakowano w nocy - tak jak było ustalone - ale w świetle dnia, o godzinie 17:00. I ta młodzież bez broni została po prostu zmasakrowana przez ukrytych w bunkrach i za workami z piaskiem Niemców. Straty pierwszego dnia Powstania były gigantyczne, place i ulice przed niemieckimi punktami oporu były usłane ciałami najlepszej polskiej młodzieży. Już po kilkuset minutach Powstanie było przegrane. Było to jednak oczywiste jeszcze zanim padły pierwsze strzały. Kilka tysięcy słabo uzbrojonych i wyszkolonych dzieci nie mogło pobić silnego niemieckiego garnizonu. Po tej pierwszej porażce nie pozostało już nic innego jak czekanie na pomoc bolszewików. A ci oczywiście - jak przewidywał to Bokszczanin i inni rozsądni oficerowie - nie zamierzali z tą pomocą przyjść. Niemcy mogli więc metodycznie burzyć Warszawę i wyrzynać jej mieszkańców. Była to największa katastrofa w naszych dziejach. Polsce wyrwano serce. Aby obraz był pełen warto jeszcze wspomnieć o przedziwnej wierze w to, że wielkie całopalenie narodowe na ulicach Warszawy, wielka rzeź naszego młodego pokolenia może skłonić Anglosasów do zmiany swojej polityki wobec Polski. "Mury muszą się walić - mówił Okulicki - krew musi się lać, tylko w ten sposób możemy wstrząsnąć sumieniem wielkich mocarstw". Była to wręcz dziecięca naiwność. Podobne gesty nie mają w polityce żadnego znaczenia. Świata nic nasza ofiara nie obchodziła.

Pojawiają się jednak wobec Pana zarzuty, że takie opinie można łatwo wygłaszać po 69 latach. A wtedy, z tamtej perspektywy, to wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej.

Tak, to jeden z czołowych argumentów "prawicowych”" publicystów. Jest to tymczasem tylko potwierdzenie starej zasady, że lepiej nie pisać o książkach, których się nie czytało. Otóż "Obłęd 44" wcale nie jest oparty na moich przemyśleniach snutych po 69 latach, ale na opiniach Polaków, którzy działali podczas II wojny światowej. Wbrew temu co nam się wmawia, zarówno "Burza" jak i Powstanie Warszawskie, nie były jednogłośnie popierane przez cały obóz niepodległościowy. Wywoływały w nim bardzo ostry spór. Przeciwko Powstaniu i ujawnianiu AK wobec bolszewików był Wódz Naczelny gen. Kazimierz Sosnkowski. Podobnie myślał gen. Władysław Anders, Narodowe Siły Zbrojne, podziemie piłsudczykowskie, polscy konserwatyści, do tego część Komendy Głównej Armii Krajowej. Wszyscy ci ludzie próbowali powstrzymać zarówno "Burzę" jak i Powstanie Warszawskie. Z góry wiedzieli bowiem, że mogą się zakończyć tylko i wyłącznie katastrofą. Powołam się tu na Jana Karskiego, który już po konferencji teherańskiej w 1943 roku stwierdził, że Polska przegrała II wojnę światową. I trzeba już było tylko myśleć jak tę wojnę przegrać. Czyli ograniczyć straty osobowe, zadbać o substancję biologiczną narodu. Nic innego nie można było już zrobić. W momencie, gdy nasz kraj zaczęły zalewać armie bolszewickie niepodległość była bowiem stracona i nic - nawet najbardziej straceńcze gesty - nie mogły odmieć tego wyroku. Nie miały więc sensu.

Piotr Zychowicz, Obłęd'44, Dom Wydawniczy Rebis






Źródło: dziennik.pl
Podziel się:
Znajdź Dziennik.pl na:FBgoogle plusetwitter
Wypowiedzi: 162
1 2 3 4 ... 17 starsze
  • ~kochamjaktusk2013-11-21 17:24

    Ksiazka Pana Zychowicza ma taks sama wartosci historyczna, jak ksiazki niejakiego Grossa oczerniajace Polakow.
    Czyli po prostu jest oparta na spekulacjach, czyli nieudokumentowanych zalozeniach. A te sa tendencyjne, oczywiscie na niekorzysc ludzi, ktorzy nie moga sie dzisiaj bronic, gdyz wiekszosc z nich nie zyje.
    Historycy juz wykazali, ze Pan Zychowicz nie tylko nie opieral sie na faktach, ale nimi rowniez manipulowal.

  • ~Michał Łubieński2013-11-19 22:48

    Wszystkim tym, ktorzy uwazaja, że p. Zychowicz jest madry po 70 latach od faktow polecam również książki S. Piaseckiego z cyklu WIeza Babel. Pisarz ten opisuje w sposob b. krytyczny decyzje i postepowanie naczelnego dowodzctwa Ak na Wilenszczyznie. A.S Piasecki wiedzial co pisze, sam doskonale znal sowietow,ich metody i slusznie podejrzewal ,ze w KGAK sa agenci sowieccy.

  • ~Roman Zabawa2013-09-29 11:27

    W książce P. Zychowicza jest duzo prawdy. Nie moge się tylko zgodzic do konca ze staniem z bronia u nogi po tym jak niemcy urzadzili rzeź w Palmirach, Galkach, Ponarach i wielu innych miejscach. Ale w pełni przyznaje rację,ze od 1944 wrogiem nr 1 powinni byc sowieci i ich slugusy :ppr, al i inni bandyci i ich AK powinno zwalczać bezwzglednie. Zawsze interesowalem sie historia tego okresu, poznalem osobiscie zolnierzy AK i od kilku lat zadawalem sobie pytanie: kto dopuscił do akcji Burza i po co? Dzieki wielu relacjom zawartym w ksiazce P. Zychowicza staje sie jasne kto za tym stal i za to odpowiadal. Jezeli ktos probuje tu bronic naczelnego dowodztwa AK to nie niech mi odpowie na proste pytanie: jak mozna bylo wierzyc we wspolprace z sowietami po ich zbrodniach na Narodzie Polskim?Wymienie tylko niektore: 17 wrzesnia, deportacje ludnosci na sybir, masowe aresztowania i zabojstwa, mordy na wiezniach po 22 czerwca, gwalty,rabunki i mordestwa sowieckiej "partyzantki" i im podobnych gl,al, ppr, donosy komunistow na gestapo, rozbrajanie polskich oddzialow i i ich likwidacja podczas narad wojskowych, oraz wiele innych. I po tym wszystkim okulicki,komorowski,mikolajczyk i inni wierzyli w dobra wole i wspolprace ze zbrodniarzami sowieckimi? Wniosek jest prosty:albo byli oni kompletnymi kretynami ,ktorzy nie byli godni miec chociazby stopnia kaprala w Wojsku Polskim, albo byli agentami działąjacymi na szkode Narodu Polskiego.

  • ~Roman Zabawa2013-09-28 23:49

    W naszej Polskiej histori jest wiele przykładow madrego i bezrozumnego dowodzenia. Ja posluze sie jednym z wielu:rok 1648 . Ksiąze Jeremi Wisniowiecki pod Konstantynowem w 6tys. zolnierzy bije 50-60 tys kozakow Krzywonosa, ratujac tym samym okolo 20 tys Polakow i Zydow, ktorzy z nim uchodzili z Zadnieprza, po czym z wojskiem i uuciekinierami cofa sie w glab Rzeczpospolitej, zeby nastepnie bronic Zbaraza 1649 i przyczynic sie do zwyciestwa pod Beresteczkiem 1651. Jego doskonalych zolnierzy traci zycie w katastrofie pod Batohem 1652 hetman marcin kalinowski; pijaczyna, tepak, pyszalek i nieudolny wodz. Zmierzam do tego ze w 1944 mielismy nieco podobne sytuacje np postawa Zygmunta Szendzielarza, czy dowodcow Brygady Swietokrzyskiej mocno kontrastuje z osobnikami pokroju komorowskiego czy okulickiego. Naród Polski powinien pozbyc sie romantycznych zludzen i twardo stapac po ziemi,szczegolnie ze w dzisiejszych czasach w naszej scenie politycznej rowniez nie brak zdrajcow i idiotow ktorzy chca nas zepchnac w przepasc.

  • ~Roman Zabawa2013-09-28 23:30

    Tym, ktorzy uwazaja ze wybuch Powstania byl sluszny proponuje nastepujacy experyment: podejdz z zona i dwojka dzieci "uzbrojeni" w patyki i cyrkle do 5-7osiłków, bandziorow i zabijaków ktorzy maja kastety,kije bejsbolowe, pistolety i zero skrupolow, a nastepnie zacznijcie ich dzgac patykami,cykrlami bic piastkami itp. Jaki będzie tego efekt? Przepraszam za porównanie, ale mniej wiecej tak wg mnie wygladalo porownanie dwoch stron walczacych, stan uzbrojenia, doswiaczenia i wyszkolenia Powstańcow z regularna i doswiadczona armia niemiecka. Młodziez Polska rzucona bezmyslnie lub z premedytacja na zaglade, a co gorsza wsrod rzeszy osob cywilnych,kobiet i dzieci. Madrzy dowdcy Polscy potrafili bic przewazajace sily wrogow, ale wtedy gdy mieli regularne lub dobrze wyszkolone wojsko, a przede wszystkim dobrze uzbrojone. Za wywolanie Powstania okulickiemu,komorowskiemu,chruscielowi i pelczynskiemu naleza sie pomniki hanby.

  • ~sigg66992013-09-07 10:37

    Udokumentowanym faktem jest, ze Powstanie Warszawskie zostalo wywolane wbrew zaleceniom polskiego rzadu w Londynie. Natomiast w archiwach rosyjskich na pewno sa dokumenty ujawniajace agentow NKWD dzialajacych w dowodztwie AK; gdy te dokumenty zostana ujawnione, ciemne masy polskich "genetycznych patriotow" byc moze przejrza na oczy i zrozumieja istote tragedii Powstania Warszawskiego.

  • ~lunk2013-08-31 15:42

    Usłużny *********

  • ~olo2013-08-23 17:58

    Przeczytalem ksiazke i uwazam ze daje podstawy do dyskusji o tym ze madry Polak po szkodzie

  • ~historyk2013-08-10 13:48

    Wywolanie Powstania Warszawskiego przez lewicujaca klike gen. Okulickiego mialo miejsce wbrew rozkazowi owczesnego Naczelnego Wodza, ktorym byl gen. Sosnkowski, a ten jego rozkaz zakazywal powstania w Warszawie. Zalozmy jednak, ze klika Okulickiego, w ktorej pierwsze skrzypce gral niejaki Tatar o pseudonimie "Tabor", chciala postepowac w granicach mozliwego do zaakceptowania ryzyka, aby stworzyc w Polsce fakty dokonane. W tym celu AK musialaby zdobyc w nienaruszonym stanie lotnisko na Okeciu, aby umozliwic transport polskiej Brygady Spadochronowej z W.Brytanii do Warszawy ioraz przeksztalcic Okecia w lotnisko alianckie, z ktorego mysliwce polskie i brytyjskie chronilyby Warszawe przed nalotami JU-87 (pozniej Luftwaffe wielokrotnie lamala opor Warszawiakow za pomoca zaledwie kilku nurkowcow operujacych z Okecia bez czestego tankowania, a wylacznie z podwieszaniem nowych bomb). Niestety w Warszawie nikt nie pomyslal ani o pracowitym wielomiesiecznym robieniu tunelu do Okecia, ani o wykonaniu chocby prymitywnych transporterow opancerzonych. Skutek tego byl taki, ze w sierpniu 1944 roku Waffen-SS po prostu wystrzelalo Polakow atakujacych Okecie. Wowczas dalsza walka w Warszawie stracila sens,a dowodztwo armii niemieckiej wspanialomyslnie zaoferowalo Polakom honorowa kapitulacje jpolejaca na upozorowaniu tego, ze to tylko gromada narwancow wyskoczyla na ulice, bo sluchala bolszewickiej radiostacji "Kosciuszko". Na warszawskiej Pradze AK zaakceptowala ta niemiecka propozycje i poszla sobie do domu, a Niemcy nie mscili sie tam na ludnosci cywilnej. Prawobrzezna Warszawa walczyla, a skutki tego sa dzis powszechnie znane.

  • ~Zenon2013-08-06 20:25

    Widać jasno po 2 gniotach (" Pakt Ribbentrop - Beck " i " Obłęd '44 "), które wypocił Zychowicz, że jest on apologetą kolaboracji z Rzeszą Niemiecką w czasie II WŚ. Dodatkowo widać jasno, że Zychowicz nie ma podstawowej wiedzy o II WŚ, czyli nie wie nic o temacie o którym pisze książki:-)).

1 2 3 4 ... 17 starsze

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Prognoza pogody i program TV