Była dziennikarka śledcza "Wprost", obecnie pracująca dla "Gazety Polskiej" od lat zajmuje się lustrowaniem przedstawicieli mediów, skupiając się na dziennikarzach - określanych przez "niepokorną" prawicę - jako "reżimowi". Tekst opublikowany w portalu niezależna.pl to fragmenty książki, napisanej przez Kanię i Macieja Marosza, która ma się wkrótce ukazać.

- Wiem, jaka będzie reakcja na mój artykuł. Podniesie się krzyk, że robię zamach na niezawisłość sędziowską, że grzebię w życiorysach - pisze Kania. I ma rację, bo w jej tekście padają same znane nazwiska. Publicity przed wydaniem książki autorka ma gwarantowane.

Kania pisze m.in. o Mieczysławie Morozowskim, ojcu dziennikarza TVN 24, Andrzeja Morowskiego. - Wcześniej nazywał się Jodek Mordka. Był działaczem młodzieżówki Komunistycznej Partii Polski. W czasie wojny przebywał w ZSRS – po jej zakończeniu trafił do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a następnie do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Wspomina też rodziców Hanny i Tomasza Lisów. - Tomasz Lis, syn prominentnego działacza PZPR‑u, dyrektora Stacji Hodowli Zwierząt, oraz – jak wynika z dokumentów IPN‑u – najbliższy krewny jednego z tajnych współpracowników Wojskowej Służby Wewnętrznej – w latach 80. w ramach praktyk studenckich był w NRD na Uniwersytecie im. Karola Marksa w Lipsku. Tam u „przyjaciół” poznawał tajniki dziennikarstwa i nauk politycznych. Obecna żona Tomasza Lisa, Hanna Lis, jest córką Waldemara i Aleksandry Kedajów, którzy znaleźli się na liście Stefana Kisielewskiego („Kisiela”) opublikowanej w 1984 r. i obejmującej najgorliwszych dziennikarzy reżimowych PRL‑u.

Kania wymienia też nazwisko innej dziennikarki TVN 24, Justyny Pochanke. - Jedną z najbliższych współpracowniczek Janiny Chim, skazanej w aferze FOZZ‑u, była Renata Pochanke, której nazwisko pojawia się w aktach procesu FOZZ‑u. Jej córka Justyna Pochanke, dziennikarka TVN‑u, z wielkim zaangażowaniem zajmowała się m.in. raportem z weryfikacji WSI - czytamy w portalu niezależna.pl

W tekście Doroty Kani padają też nazwiska redaktora naczelnego "Polityki" i dziennikarzy związanych z tygodnikiem, szefa portalu Wyborcza.pl oraz Moniki Olejnik.

Tekst już wywołał kontrowersje. To kolejny głos w dyskusji na temat "grzebania w życiorysach", jaką rozpętał swoim artykułem o matce sędziego Igora Tuleyi Cezary Gmyz. Poza tym Dorota Kania nie cieszy się nieskalaną opinią w środowisku. Dziennikarka ma już na koncie kilka procesów, w tym wyrok za zniesławienie, postawiono jej też zarzut płatnej protekcji. Pięć lat temu w programie "Teraz My" na antenie TVN lobbysta Marek Dochnal oskarżył ją o to, że pożyczała pieniądze od jego teściowej i adwokatki w zamian za obietnicę wstawienia się za nim w najwyższych kręgach władzy. Kania zaprzeczyła i oskarżyła Dochnala o pomówienie. 

Uznaję takie teksty za objaw głupoty i braku uczciwości, wystawiającej fatalne świadectwo autorce - skomentował na Twitterze Konrad Pasecki, dziennikarz RMF FM.