"Przed windykatorami chroni nas prawo"
Ktokolwiek oglądał film „Dług”, ten wie, w jakie piekło potrafią zamienić życie bezwzględni ściągacze długów. Dzisiaj windykatorzy nie przychodzą już do dłużników z kijem bejsbolowym. Są o wiele "subtelniejsi" - pisze Renata Kim.
- Oto najbardziej zadłużone państwa świata
- "Nie ma pomysłów na służbę zdrowia"
- Połowa Polaków żyje na kredyt
- "Marzenia o e-biznesie"
- Bank groził klientom odebraniem dzieci
- "Kilka milionów Polaków żyje w biedzie"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dzisiaj windykatorzy nie przychodzą już do dłużników z kijem bejsbolowym. Są o wiele "subtelniejsi" - rozpuszczą plotkę w pracy, poinformują o problemie starych i schorowanych rodziców albo niby - przypadkiem zawiadomią sąsiadów. Oni sami nazywają to wywieraniem nacisku, szukaniem metody na złamanie opornego dłużnika i wydobycie od niego zaległych pieniędzy.
Prawo nazywa jednak takie działania bardzo prosto - przestępstwem. A przed przestępstwem można się bronić. Jak? Przede wszystkim kwestionując działania windykatorów: u ich szefów, na policji, u rzecznika praw konsumentów, a nawet w sądzie. Bo siła windykatorów i ich poczucie bezkarności wynikają jedynie z faktu, że zadłużeni Polacy nie potrafią się przed nimi bronić. Nie mają pojęcia o prawie, więc nie wiedzą, że akurat w tej sprawie stoi ono po ich stronie.
Wierzyciele mają prawo odzyskać swoje należności. Ale nie mogą przy tym łamać prawa.



























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!