"Siekiera nad finansami publicznymi"
- Obama uratuje złotego?
- Pierwsze ofiary becikowego
- Tak rząd zaoszczędzi miliardy złotych
- Eksperci: Rząd musi podnieść VAT i akcyzę
- Polacy boją się biedy na starość
- Przyjmą budżet pod dyktando Rostowskiego
- Emeryci nie dostaną pieniędzy
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ustawa do poprawki
Czy jednak jesteśmy w sytuacji bez wyjścia? Sądzę, że nie. Nie trzeba nawet zmieniać w tym celu Konstytucji - zawarty w niej "straszak" w postaci limitu długu w relacji do PKB (60 proc.) może być przydatny na wypadek, gdyby do władzy doszły partie, które chcą bez opamiętania zwiększać wydatki. Wystarczy zmienić te zapisy ustawy o finansach publicznych, które obligują rząd do cięć wydatków po przekroczeniu kolejnych progów ostrożnościowych. Na przykład - zamiast zobowiązywać go do przedstawienia wówczas budżetu bez deficytu, wprowadzić zapis, że musi zmniejszyć niedobór o jedną trzecią czy o połowę. Można też zdać się na procedury UE, do których przecież i tak musimy się stosować. Wprawdzie unijny Pakt Stabilizacji i Wzrostu koncentruje się raczej na poziomie bieżącego deficytu finansów publicznych niż zadłużenia państwa, ale zmniejszanie deficytu prowadzi do spadku zadłużenia. Nieracjonalna wydaje się bowiem sytuacja, w której moglibyśmy się znaleźć przy obecnych rozwiązaniach ustawowych: Unia wymagałaby od nas zmniejszenia deficytu do 3 proc. PKB., a nasze wewnętrzne przepisy - jego jego likwidacji.
Sądzę też, że art 88. ustawy o finansach publicznych, w którym mowa o wojnie, stanie wyjątkowym i klęsce żywiołowej, należy uzupełnić o „stan klęski ekonomicznej” i np. dopuścić stosowanie wówczas procedur ostrożnościowych w wersji łagodniejszej. Paradoksalne jest bowiem, że przyjęta niespełna trzy tygodnie przed upadkiem banku Lehman Brothers i wybuchem światowego kryzysu gospodarczego ustawa nie uwzględnia takiej możliwości. Fakt: kryzysu nikt nie przewidział. Ale może się on przecież powtórzyć - i powinno się to uwzględnić w polskich przepisach.
Poza tym warto wziąć pod uwagę, że "konstytucyjny straszak zadłużenia" jest jak dotąd nieskuteczny. Nie prowadzi on do przemyślanej racjonalizacji wydatków: działa raczej na zasadzie cięć wymuszanych przez sytuację, czyli automatycznego obniżania wydatków z budżetu na podstawie apriorycznie ustalonego wskaźnika. Trudno się dziwić, że nie zyskuje to akceptacji społecznej. Zapewne łatwiej byłoby ją uzyskać, gdyby kierowano się nie tyle cyklem wyborczym albo wiszącą nad finansami publicznymi "siekierą", co zwyczajnym rozsądkiem. Wymagałoby to jednak połączenia sił perswazyjnych przemawiających ludzkim głosem ekonomistów i polityków - co wydaje się mało prawdopodobne. Zwłaszcza, że zawsze mają oni nadzieję, że jak dobrze pokombinujemy, to spod tej siekiery da się jakoś uciec.


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!