Media podają, że sąd, rozpatrując wniosek o areszt dla prezydenta Sopotu, nie tylko nie przychylił się do niego, ale też nie zażądał żadnych innych zabezpieczeń. Odbieram to tak, jakby zarzuty prokuratury okazały się zbyt małej wagi, będź też były zbyt słabo udowodnione. Jeżeli prokuratura podała do wiadomości publicznej fakt postawienia zarzutów korupcyjnych Jackowi Karnowskiemu, to oczekiwałabym, że teraz poda do wiadomości publicznej, jakiego rodzaju były te zarzuty.

Na razie bowiem mamy zupełny dysonans - z jednej strony wniosek o areszt, z drugiej decyzja sądu o wypuszczeniu podejrzanego bez żadnych zabezpieczeń czy poręczeń. Albo ktoś tu się pomylił, albo stawiane przez prokuraturę zarzuty nie są najcięższego kalibru.

Nie zmienia to faktu, że od prezydenta miasta oczekiwałabym, że z chwilą usłyszenia zarzutów - choćby słabych - poda się jednak do dymisji. Tego wymagają względy etyki. Jeśli okaże się, że oskarżenie było całkiem bezpodstawne, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ubiegał się o ten urząd raz jeszcze.