Grzegorz Osiecki: Widział pan w IPN akta Lecha Wałęsy?
prof. Andrzej Friszke*: Różne z różnych okresów, także te z lat 70. Te dokumenty są szczątkowe. Wiele zniszczono, w końcówce lat 80.

Czy na ich podstawie, tego co się zachowało, można powiedzieć, że Wałęsa w latach 70. współpracował z SB?
Te materiały, którymi dysponujemy, pozwalają stwierdzić, że po pierwsze, bezpieka zarejestrowała TW Bolka, a szereg poszlak wskazuje, że "Bolek" to Lech Wałęsa. Dowodów żelaznych spodziewam się po książce Cenckiewicza i Gontarczyka. To co ja znam, to poszlaki. Są świadectwa, że były dokumenty nazywane doniesieniami "Bolka", ich weryfikacja jest przed nami. Nie da się w tej sprawie udzielić tak prostych odpowiedzi, jak się oczekuje.

Ale doniesienia "Bolka" zostały zniszczone.
To prawda. Poza tym mamy cały wątek dokumentów fałszowanych.

Co było fałszowane? W procesie lustracyjnym ujawniono np. fałszywki mające uniemożliwić Wałęsie przyznanie Nagrody Nobla.
To jedno, ale poza tym w 1982 r. bezpieka wprowadziła w obieg "Solidarności" pakiet fałszywek, które miały doprowadzić do czegoś, co SB nazywała "sądem nad Wałęsą". Proszę pamiętać, że Wałęsa był w latach 80. obywatelem numer jeden na liście wrogów PRL. W związku z tym prowadzona była cała operacja fałszowania akt także z pomocą wywiadu PRL za granicą zmierzająca do skompromitowania Wałęsy. Gdyby SB się to udało, cały opór społeczny lat 80. mógłby się załamać.

Czy zna pan ujawnione przez Gontarczyka i Cenckiewicza dokumenty z lat 90. świadczące o niszczeniu akt "Bolka"?
Te dokumenty robią wrażenie wiarygodnych i ścisłych, ale nie wiem skąd ta dokumentacja pochodzi. Wiele wskazuje na to, że z ABW. Zwykle dokumenty pochodzące stamtąd są obarczone klauzulą "tajne". W związku z tym trudno wnioskować, w jakim trybie autorzy dotarli do niej. Po drugie, ważne jest, jak wybrali dokumenty. Czy widzieli wszystkie, czy tylko tę część, którą ktoś chciał im pokazać. Według jakich zasad to zrobili.

Przeciwnicy publikacji Gontarczyka i Cenckiewicza zarzucają im braki warsztatowe. Mają do tego podstawy?
Ja w swojej pracy nie opieram się wyłącznie na dokumentach, potrzebne są do nich komentarze od uczestników zdarzeń. Oczywiście potem należy przeprowadzić krytykę tych wyjaśnień i można je odrzucić, ale sama próba uzyskania takich komentarzy jest niezbędna, bo wiele informacji powstaje poza obiegiem pisemnym. Pominięcie próby weryfikacji tego z uczestnikami zdarzeń wydaje mi się poważnym błędem warsztatowym.

p

prof. Andrzej Friszke, historyk, były członek Kolegium IPN