Na spotkanie zorganizowane w Centrum Konferencyjnym Kopernika w Warszawie stawiło się kilkaset osób, a wśród nich najważniejsze osoby w państwie - poza szefową rządu i marszałkiem Sejmu, prominentni politycy PiS, prezes NBP Adam Glapiński. Sam autor przyznał, że zaskoczony jest tak licznym gronem słuchaczy, a najważniejsze jego wypowiedzi przytacza serwis 300polityka.pl.

Jarosław Kaczyński stwierdził, że z chęcią wysłuchałby komentarzy osób, które w opisywanych przez niego czasach znalazły się "po drugiej stronie" i wszystkie wydarzenia obserwowały z innej perspektywy. Jak sam podsumował, przy obecnym stanie polityki nie wydaje się to możliwe. 

Wiele miejsca prezes PiS poświęcił swemu bratu. Podkreślał ogromną, wedle jego słów wręcz kluczową rolę Lecha Kaczyńskiego w działalności Solidarności.

- Gdyby nie mój śp. brat, cały ten nurt, który się przeciwstawiał postkomunizmowi by nie powstał. Wtedy były trzy siły polityczne, które się liczyły: Kościół, Solidarność i Lech Wałęsa, i głównie elity warszawsko-krakowskie, które później powoływały UD i UW. Jeżeli ktoś chciał uzyskać coś poważnego w polityce, musiał mieć zaczepienie w co najmniej jednym z tych ośrodków. My mogliśmy rozpocząć działalność, bo zastępcą Lecha Wałęsy w Solidarności, potężną postacią faktycznie kierującą związkiem był mój brat. Bez tego nie zostałbym naczelnym Tygodnika Solidarność. Bez tej pozycji, wszystko by nie ruszyło do przodu - powiedział Jarosław Kaczyński.

Słowa te najpewniej nawiązują do fragmentu książki Jarosława Kaczyńskiego, w którym mowa jest o wydarzeniach z 1988 roku. Wówczas to Lech Kaczyński był sekretarzem Krajowej Komisji Wykonawczej, jednak - zdaniem jego brata - jego działalność miała przekraczać ramy tego stanowiska.

A tak ten fragment biografii nieżyjącego prezydenta opisany jest na stronie prezydent.pl:

Od lipca 1986 (Lech Kaczyński) pełnił funkcję sekretarza TKK. Od grudnia 1987 po połączeniu TKK i Tymczasowej Rady „S” wszedł w skład Sekretariatu Krajowej Komisji Wykonawczej NSZZ "Solidarność", wraz z Jarosławem Kaczyńskim, Andrzejem Celińskim i Henrykiem Wujcem. We wrześniu 1988 roku brał udział w rozmowach opozycji z przedstawicielami władz w Magdalence pod Warszawą. Wszedł w skład powołanej przez Krajową Komisję Wykonawczą tzw. „szóstki”, czyli kierownictwa Solidarności do rozmów przy Okrągłym Stole. Od grudnia 1988 roku został członkiem Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie.

Dziś do wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego odniósł się Lech Wałęsa w tvn24.pl.

- Takie bzdury, książkę wydał i on mówi, że (Lech Kaczyński – przypis red.) kierował związkiem. No ludzie, opamiętajcie się – komentował były prezydent. - Jestem wyprowadzony z równowagi. Gdzie on do kierowania? Kto by mu dał kierowanie? – pytał też.

Były prezydent przyznał, że "trzymał" Lecha Kaczyńskiego tylko dlatego, że ten był "miernotą i słuchał go". - Bo ja miałem pomysły, ja wiedziałem, jak to zrobić, a on miał wykonywać. A gdyby ważył się czegoś nie wykonać, no to ja mówię: u mnie było krótko - przekonywał. 

Zastrzegł przy tym, że kiedy się zorientował, że "to nie to, to obu braci Kaczyńskich posunął". 

Spotkanie nie dla wszystkich chętnych

Środowe spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim zgromadziło tłumy. Na samym początku imprezy doszło do sporego zamieszania, wywołanego ogromnym zainteresowaniem. Organizatorzy nie byli przygotowani na tak duża liczbę chętnych do wzięcia udziału w spotkaniu. Na salę nie udało się dostać wszystkim zgromadzonym w centrum konferencyjnym dziennikarzom. Mimo akredytacji możliwości udziału odmówiono m.in. przedstawicielom redakcji dziennik.pl.