Zanim premier zjadł słodycze i napił się szampana, spotkał się z mieszkańcami opolskiej wsi, która odbudowuje się po zniszczeniach. Choć wizyta była starannie zaplanowana, nie wszystko przebiegło zgodnie z planem.

>>> Tusk: Nikt nie może zostać bez pomocy

Jeden z mieszkańców zaczął się bowiem żalić premierowi, że nie otrzymał wystarczającej pomocy, by odbudować swoje gospodarstwo. Donald Tusk najpierw słuchał go z marsową miną, a potem zapytał przedstawiciela lokalnych władz: "Jakie są problemy formalne?".

Gdy ten zaczął nieskładnie tłumaczyć, niezadowolony i znudzony szef rządu rzucił: "Wy tu się dogadujcie, a ja idę dalej".

Donald Tusk zaszedł do jednego z domów, który został odbudowany po zniszczeniu przez trąbę powietrzną. To była owa słynna "parapetówka". Premier zjadł ciasto i napił się szampana. Chwilkę pogawędził z gospodarzami, ale atmosfera była raczej "drętwa".

Premier przeszedł do kolejnego domu. Tu zdjął marynarkę i znów skosztował ciastka. Oraz dopytywał się, od kiedy można było w wyremontowanym domu zamieszkać. Towarzyszył mu "przyboczny" - wicepremier Grzegorz Schetyna.