"Trudno założyć dobrą pralnię pieniędzy"
- Polki zarabiają dużo mniej niż mężczyźni
- Zagranica chce inwestować w Polsce
- Szelest banknotów wciąż lepszy niż konto
- Polskie firmy nie płacą pensji
- Islandia zdecyduje, czy spłacać długi
- Polacy cieszą się z tego, co już mają
- Na zwykłym koncie nie da się oszczędzać
- Euro zastąpi złotego. Na zawsze
- Niemieccy emeryci bawili się w gangsterkę
- OECD każe rządowi reformować Polskę
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W takim razie lepiej nie zawracać sobie głowy krajowymi bankami i wyprowadzać pieniądze prosto za granicę?
Tak rozumował na przykład legendarny gangster z lat 30. Meyer Lansky, który po wprowadzeniu przez Szwajcarów tajemnicy bankowej kupił nawet w tej alpejskiej republice własny bank. Tamte czasy jednak dawno minęły. Przynajmniej od 30 lat dominującym trendem jest międzynarodowa walka z krajami, które ułatwiają przestępcom pranie nielegalnych dochodów. Od 1989 r. działa przy OECD grupa zadaniowa, powołana przez przywódców najbogatszych państw z grupy G7, która tworzyły listy takich czarnych dziur: Seszele, Birma, Wyspy Cooka czy Indonezja. Te odmawiające współpracy kraje są poddawane nieformalnym naciskom. Na przykład groźbom, że pieniądze przepływające przez nie będą skrupulatniej sprawdzane. W wielu przypadkach, jak Liechtensteinu, Ukrainy, nastąpiła znacząca poprawa sytuacji. W czasie obecnego kryzysu, zwłaszcza z inicjatywy Niemiec i Francji, przykręcono śrubę jeszcze mocniej.
Kto jest dziś bliżej zwycięstwa w globalnej wojnie z praniem brudnych pieniędzy: państwa czy gangsterzy?
Takie stawianie sprawy nie ma sensu. Walka ze zjawiskiem jest jak zwalczanie samej przestępczości: nigdy się nie skończy. Nie wiemy, jaki jest ostateczny cel, rozumiemy natomiast, dlaczego nie wolno przestać walczyć. Gdyby władze machnęły ręką na problem, zachwiałoby to posadami samego państwa. Organizacje przestępcze, które chcą zalegalizować swoje dochody, zaczęłyby przejmować całe banki i rozszerzać wpływy na cały system finansowy i przedsiębiorstwa. To miałoby z kolei fatalny wpływ na instytucje państwowe, a nawet rząd. To nie jest zmyślony scenariusz. Znamy go np. z Rosji lat 90. Walcząc z legalizacją dochodów, zwalczamy też same przestępstwa: handel narkotykami, terroryzm, korupcję, a nawet kleptokrację. Rodzina byłego prezydenta Nigerii Saniego Abachy wyprowadziła w latach 1996 - 2000 przez Londyn na prywatne konta 1,3 mld dol. Dzięki ustawom przeciwko praniu brudnych pieniędzy część tej kwoty został zwrócona nigeryjskiemu rządowi. Podobnie jest z pieniędzmi Mobutu Sese Seko czy Suharto, a więc najbardziej chciwymi kleptokratami wszech czasów. A przecież nikt nie zagwarantuje, że w kolejce nie czekają już nowi.
*Edwin Truman, amerykański ekonomista z Instytutu Petersona w Waszyngtonie, pracował w administracji Billa Clintona, a obecnie doradza prezydentowi Barackowi Obamie, autor wydanej w 2004 r. książki "Ściganie brudnych pieniędzy"; (razem z Peterem Reuterem)

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!