Gdy szalejący tajfun zepchnął jego kuter na pełne morze, rodzina straciła nadzieję, że kiedykolwiek go jeszcze zobaczy. Wrócił po trzech miesiącach. Najciekawsze, że rybak już drugi raz wyszedł z tajfunu bez szwanku.
Przeżył chyba tylko cudem. Wicher pognał jego małą łódkę 2 tysiące kilometrów od portu. Przez miesiące samotnej żeglugi żywił się rybami i wodą deszczową. Teraz rybak obiecuje, że na morze już nie wróci. Nic dziwnego, bo prześladuje go niezwykły pech. W czasie uderzenia tajfunu w 1998 roku też był na morzu i też ledwo się uratował. "Dwa razy wystarczą. Z morzem nie ma co igrać" - wyjaśnia Nguyen Van Huong.
Po powrocie wioska zgotowała mu ucztę. Jak pisze lokalna prasa, jego przyjaciele chcieli poświęcić całą krowę i złożyć ją bogom za szczęśliwy powrót rozbitka, ale "z przyczyn ekonomicznych" zdecydowali się na kurczaki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|