Jak ujawnił "Dziennik Gazeta Prawna", polskie MON stara się o zgodę amerykańskiego Departamentu Stanu na sprzęt, w który miałyby być wyposażone łodzie podwodne. Te ostatnie zaś kupimy być może od Niemców. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>

Resort w rozmowie z nami nie chciał komentować informacji DGP, ale w czwartek rano minister Tomasz Siemoniak potwierdził je na antenie radiowej Jedynki - CZYTAJ WIĘCEJ >>>. Gdyby Amerykanie zapalili zielone światło, bylibyśmy trzecim krajem po USA i Wielkiej Brytanii, dysponującym tym rodzajem pocisków manewrujących.

Oficjalnej reakcji Rosji na razie brak. Zareagował za to były dyrektor departamentu w resorcie obrony gen. Leonid Iwaszow, którego o komentarz poprosiła agencja Intierfaks. - Jest oczywiste, że Polacy kupią te okręty z pociskami manewrującymi na Rosję. To akt jednoznacznie antyrosyjski. I biorąc pod uwagę uzależnienie Warszawy od Waszyngtonu, najpewniej wszystko to dzieje się w wyniku podszeptów USA. Ale my mamy kontrzestawy. Trzeba je rozwijać i wziąć możliwego przeciwnika na cel - tłumaczył.

W słowach generała pojawiła się też jawna groźba. - Niech sobie zadadzą pytanie, co zrobi Rosja, jeśli polskie łodzie podwodne zastosują tomahawki na rosyjskim terytorium. Czy Rosja nie uderzy w odwecie na Warszawę? - powiedział. Przy okazji wrócił temat zestawów rakietowych typu iskandier, który pojawia się zawsze wtedy, gdy postkomunistyczne kraje członkowskie NATO mówią o własnych planach zbrojeniowych.

- Iskandiery nie będą oczywiście strzelać po łodziach podwodnych. Ale to świetna broń przeciwko pozycjom przeciwrakiet i innym obiektom wojskowym - stwierdził Iwaszow. Jak przypomniał serwis Newsru.com, informacje o pojawieniu się iskandierów w graniczącym z Polską Obwodem Kaliningradzkim pojawiły się w niemieckich mediach pod koniec 2013 roku. Ich rozmieszczenie nie wymaga wielkiej operacji logistycznej; zestawy są przewożone wojskowymi ciężarówkami.

CZYTAJ WIĘCEJ: Jak daleko sięgną iskandiery z Obwodu Kaliningradzkiego? >>>

Rosja wówczas nie potwierdziła tych informacji, ale i im nie zaprzeczyła. Szef resortu obrony Siergiej Szojgu stwierdził tylko: Podniósł się wielki szum, że gdzieś tam postawiliśmy iskandiery. Na terytorium Federacji Rosyjskiej gdzie chcemy, tam i stawiamy. Na wszelki wypadek Moskwa oświadczyła też, że rozmieszczenie iskandierów w dowolnym miejscu nie narusza żadnych międzynarodowych zobowiązań Rosji.