Kryzys widać na prowincji
Modlimy się o jakiegoś inwestora. Niechby ktoś się pojawił i tak z tysiąc miejsc pracy stworzył, tobyśmy mogli zacząć normalnie żyć - skarży się Bożena Florek, wicedyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Bartoszycach na Mazurach, gdzie bezrobocie przekroczyło już 34 proc.
- Większy zasiłek, to rośnie bezrobocie
- Polacy będą zarabiać grosze
- Słabo wykształceni skazani na bezrobocie?
- "Polityczna magia"
- Zakaz palenia zwiększy bezrobocie
- Żadnej pomocy dla młodych bezrobotnych
- Bezrobotni rzucili się na unijne dotacje
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 1°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jeszcze gorzej jest w powiecie skrzydłowieckim (woj. mazowieckie). Tam bezrobotnych jest ponad 35 proc. mieszkańców.
Średnie bezrobocie w Polsce zwiększyło się w ostatnim roku niewiele o ponad 2 proc. Jednak lokalnie sytuacja jest znacznie gorsza. Już w 90 powiatach bezrobocie przekroczyło 20 proc., choć pół roku temu w takiej sytuacji było ich 50. Są nawet takie miejsca, gdzie liczba bezrobotnych wzrosła w ciągu roku blisko dwukrotnie. – Dopiero tam widać, jak bardzo kryzys uderzył w rynek pracy – mówi ekonomistka prof. Elżbieta Kryńska.
Największe bezrobocie ma powiat szydłowiecki na Mazowszu. Gonią go bartoszycki i braniewski na Mazurach. Raz palmę pierwszeństwa dzierży jeden, raz drugi.
Czarnymi dziurami bezrobocia są już od tak dawna, że ich mieszkańcy zapomnieli, jak może wyglądać inne życie. – Wszystko zaczęło się u nas zwyczajnie: koniec PGR-u, początek bezrobocia. Granica z Kaliningradem pod nosem, więc zaczęto mrówkować. Inni znowu głównie z pomocy społecznej żyją i co najwyżej jakiś drobny handel rozkręcają oczywiście na czarno. I tak od roboty normalnej się odzwyczaili – mówi Barbara Tomczuk, która w Bartoszycach mieszka od przeszło 50 lat.
Chcielibyśmy jak w Polsce
Czterdziestotysięczny powiat szydłowiecki niegdyś najbardziej znany był z XVI-wiecznego zamku rodów Szydłowieckich i Radziwiłłów. Dziś jednak mało kto pamięta nie tylko o nim, ale także o zabytkowym murze kurtynowym otaczającym zamek. Kilka lat temu był plan, by ten mur rozreklamować i by ściągnął turystów do miasta.
Zamiast tego Szydłowiec i jego okolica cieszy się inną, niestety mniej chwalebną sławą. To miejsce z największym bezrobociem w całym kraju. Według właśnie opublikowanych danych Głównego Urzędu Statystycznego pracuje niewiele ponad 10 tys. osób, a aż 5,7 tys. jest zarejestrowanych jako bezrobotni.
– Raz jest trochę lepiej i spada nam to bezrobocie poniżej 30 proc. Kilka lat temu mało brakowało, a czterdziestkę byśmy przekroczyli – rozkłada ręce Tadeusz Piętowski, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Szydłowcu. Tłumaczy, że wszystko zaczęło się klasycznie. Przełom lat 80. i 90., padają dawne państwowe przedsiębiorstwa i spółdzielnie pracy. Te, które nie upadły, zaczynają zwalniać. W produkującym elektronikę Profelu, dawniej zatrudniającym ponad 1400 osób, ostało się ledwie 400 osób.
czytaj dalej






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!