Dramat wydarzył się w nocy, 900 metrów pod ziemią. Według pierwszych relacji, dwie osoby mogły zginąć na miejscu. Potem media donosiły, że trzech górników prawdopodobnie nie żyje. Niestety, liczba ta wzrosła do czterech.

Rzeczniczka Jastrzębskiej Spółki Węglowej Katarzyna Jabłońska-Bajer poinformowała, że w zagrożonym rejonie były 32 osoby. Górnicy, którzy zostali ranni, mają mniej lub bardziej rozległe poparzenia. Ucierpiało 23 mężczyzn. 18 przewieziono do szpitali. Poszkodowani trafili do placówek w Jastrzębiu Zdroju, Rybniku i do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.

Według nieoficjalnych informacji, zginęło dwóch górników z kopalni "Borynia" i pracownik Zakładu Odmetanowania Kopalń. Nie wiadomo, gdzie pracowała czwarta ofiara. W rejonie wybuchu było 28 górników z "Boryni" i czterech pracowników ZOK.

Gdy wydarzył się wypadek, górnicy pracowali przy jednej ze ścian wydobywczych, która w chwili wybuchu nie była eksploatowana. Prowadzili prace remontowo-konserwacyjne przenośnika.

Był to kolejny w tym roku tragiczny wypadek w kopalniach węgla, którego przyczyną był metan. 13 stycznia w pożarze i wybuchu tego gazu w kopalni "Mysłowice-Wesoła" zginął 27-letni górnik. Poszkodowany w tym wypadku pracownik zmarł po kilku dniach w szpitalu. Miał 49 lat.

W ubiegłym roku w polskich kopalniach węgla kamiennego zginęło 15 górników.