Dziennik Gazeta Prawana logo

"Bałem się, że świńska grypa mnie zabije"

10 lipca 2009, 20:47
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Gdy wyszło na jaw, że jeden z ważniejszych aktorów "Harry'ego Pottera" jest chory na świńską grypę, na jego fanów i całą ekipę pracującą przy filmie padł blady strach. Wszyscy musieli przejść szczegółowe badania, bo było podejrzenie, że do zakażenia doszło na planie. Jak młody aktor przyjął wiadomość o ciężkiej chorobie?

Dziś Brytyjczyk czuje się dobrze, jednak na wieść o tym, że dopadł go wirus, który spowodował śmierć wielu osób, ogarnęła go panika:

"Byłem przerażony, kiedy lekarze powiedzieli mi, że zaraziłem się świńską grypą. Myślałem, że umrę, i pytałem się, czy to już koniec. Chyba niepotrzebnie spanikowałem, bo skończyło się na objawach zwykłej grypy. Bolało mnie gardło i wysłano mnie do łóżka na kilka dni".

Przypadek Ruperta potwierdza, że świńska grypa wcześnie wykryta i odpowiednio leczona nie jest chorobą śmiertelną. I to nie propaganda, bo aktor pojawił się na premierze filmu o Harrym Potterze cały i zdrowy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj