KATARZYNA ŚWIERCZYŃSKA: Czy myślała pani kiedykolwiek, że lepiej by było, żeby życie pani córki już się zakończyło?
Bogumiła Archaska: Nigdy! Madzia ma 17 lat i nawet nie chcę myśleć o tym, że może jej zabraknąć. O tym, że coś jest nie w porządku dowiedziałam się podczas porodu. To moje pierwsze dziecko, więc może pani sobie wyobrazić jaka to była tragedia. Przepuchlina mózgowo-rdzeniowa, zapalenie mózgu. Kiedy tkwiliśmy z mężem przy naszej chorej córeczce, lekarze mówili wprost: niech państwo tu nie przychodzą, lepiej się nie przyzwyczajać, proszę zostawić to dziecko, bo nie ma żadnych rokowań.

I nie było pokusy, żeby tak właśnie zrobić?
Nie. To przecież moja córeczka. Po dziewięciu miesiącach leżenia w szpitalu, zabraliśmy ją do domu. Kiedy słyszę prośbę Barbary Jackiewicz o uśmiercenie syna, to tak jakby mówiła o swoim dziecku: ten człowiek jest niepotrzebny.

>>>Barbara Jackiewiewicz prosi o eutanazję dla syna

Przepraszam za tak postawione pytanie, ale skoro nie ma świadomości, skoro funkcjonuje jak roślina, to po co jest potrzebny?
Bo może dzięki niemu, ktoś zmieni swoje życie. Spojrzy na siebie z innej perspektywy. Pogrążony w jakiejś rozpaczy dostrzeże, że są ludzie, którzy cierpią jeszcze bardziej. Każdy ma na tym świecie jakąś rolę do spełnienia. Również i tak ciężko chorzy ludzie.

Jak ciężko chora jest Magda?
Nie rusza się, nie widzi, jej mózg jej nieodwracalnie zniszczony. Jest karmiona przez rurkę doprowadzoną do żołądka, jest cewnikowana.

Czy daje jakiekolwiek sygnały, które pani odbiera jako reakcję na swoją troskliwość, jako znak, że cokolwiek rozumie?
Może tylko jak mąż przychodzi z pracy. To wtedy widać po niej, jakby się cieszyła. Reszta to chyba zwykłe odruchy. Ale człowiek jest zadowolony nawet z tego jednego uśmiechu.

Jak wygląda opieka nad Magdą?
Wstajemy rano, szykuję młodsze dzieci do szkoły. Najpierw jest cewnikowanie, potem szykuję Madzi jedzenie. Potem przewijanie, karmienie, mycie, sprawdzenie tlenu, za dwie godziny znowu cewnikowanie, za trzy jedzenie. I tak w kółko.

A w nocy?
Magda ma swój pokój, który jest obok sypialni mojej i męża. Drzwi są otwarte, więc jeśli coś się dzieje zawsze usłyszymy.

Czy ktokolwiek pomaga wam w opiece nad córką?
Nie. Ja jestem w domu z Madzią, mąż haruje na dwóch etatach, żeby utrzymać rodzinę.

Barbara Jackiewicz opiekuje się swoim synem równie troskliwie. Co więc się stało, że nagle chce, żeby on umarł?
Ona woła o pomoc. Ona przecież ma już swoje lata i po prostu poczuła zagrożenie: co będzie z synem, kiedy mnie zabraknie. Mnie też czekają te dylematy. O tym jednak można pomyśleć wcześniej. Można przecież załatwić ośrodek dla Krzysztofa. I to wcale nie oznacza izolacji. Matka, dopóki ma siły, może tam przychodzić i uczestniczyć w opiece nad dzieckiem.

Matka Krzysztofa boi się, że nikt inny nie jest w stanie zająć się nim tak, jak ona.
To nie jest łatwe, ale czasem trzeba zaufać innym ludziom. Pani Barbara powinna mieć też kontakt z innymi matkami, które doświadczają tego samego. Mi to bardzo pomaga. Wtedy wiem, że nie jestem sama. To daje ogromną siłę.