Polka zaginęła w hiszpańskim obozie pracy
Praca na plantacji truskawek w Hiszpanii była czymś, o czym marzyły 25-letnia Bernadetta Ziółkowska i jej mama Katarzyna z Sieradza. Ale wyjazd okazał się koszmarem. Obskurne baraki, głodowe pensje, harówka w palącym słońcu. Pani Katarzynie udało się wrócić do kraju. Córka wciąż tkwi w obozie pracy.
- Przez telefon uratowali życie kierowcy
- Ofiary handlu ludźmi lądują na bruku
- Uciekła do koleżanki z Naszej-klasy
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
A wydawało się, że Hiszpania będzie wybawieniem dla obu kobiet. W Sieradzu, gdzie mieszkają, nie mogły znaleźć pracy. Kiedy w marcu tego roku trafiły na ogłoszenie w internecie, że potrzebne są pracownice do zbioru truskawek i można zarobić 30 euro dziennie, obie poczuły się tak, jakby chwyciły pana Boga za nogi. Organizator wyjazdu zapewniał, że w Hiszpanii czekają na nich dwuosobowe pokoje, ciepła woda, całodzienne wyżywienie.
"Nie bierzcie pieniędzy. Przez pierwszy tydzień farmer zapewnia jedzenie, a później zakupy już same zarobicie" - przekonywał. Obietnice to jedno, ale już w trakcie jazdy do słonecznej Hiszpanii okazało się, że nie jest różowo. Kierowcy busa, w którym jechały Polki, przez całą drogę - liczącą 2000 km - za nic mieli błagania kobiet, że muszą iść do WC. Po przyjeździe do Hiszpanii było jeszcze gorzej.
"Zawieziono nas w inne miejsce, niż była mowa. Zobaczyłyśmy baraki, w oknach kraty, drzwi jak w więzieniu, z judaszem. Wewnątrz obrzydliwe prycze" - opowiada Szczepańska.
"Jak wam się nie podoba, trudno. Musicie odpracować podróż - 1400 euro i możecie wracać" - usłyszały Polki na dzień dobry. Hiszpan nie zapewnił żadnego posiłku ani nawet ciepłej wody. Bernadetta i jej mama pracowały pod rozpiętymi nad truskawkami foliami, nie mogły przykucnąć, aby zbierać owoce, nie miały nic do picia, a słońce grzało bardzo mocno.
Drugiego dnia pracy pani Katarzyna zemdlała. Usłyszała wtedy, że do niczego się nie nadaje. Najpierw trafiła do lekarza w innym miasteczku. Potem wybłagała powrót busem do Polski, do Opola, ale bez córki. Bernadetta musiała zostać, aby odpracować podróż obydwu.
Do 1 maja mama otrzymywała od niej wiadomości. Bernadetta pisała, że uciekła z farmy i szuka nowej pracy. Ostatni SMS był inny: "Mamo, pomóż!".
"Dzwonię do córki, piszę, ale wiadomości nie dochodzą, a rozmowy są odrzucane" - mówi matka. "Dowiedziałam się na farmie, że córka może być u jakiegoś Armeńczyka. Zagrożono mi też, że jeżeli będę dalej dzwonić, to się z nami rozprawią" - dodaje. Bernadetty szuka już Interpol i polska policja, a także fundacje Itaka i La Strada.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!