Fotografia należy do zbioru ilustracji uzupełniających raport generała SS Jürgena Stroopa z likwidacji getta warszawskiego. W niemieckim dokumencie jest pod nią podpis: "Siłą wyciągnięci z bunkrów". Zdjęcie od lat budzi zainteresowanie badaczy historii zagłady Żydów. Zwłaszcza po tym, jak pojawiły się spekulacje, że chłopiec... mógł przeżyć wojnę.

W 1978 roku zdjęcie opublikował londyński tygodnik "The Jewish Chronicle", ogłaszając, że najprawdopodobniej chłopiec nazywał się Artur Siemiątek Dąb i miał osiem lat, gdy został schwytany przez Niemców i wywieziony do obozu zagłady - przypomina sprawę fotografii "Newsweek Historia". Zaczęły się jednak zgłaszać kolejne osoby, które twierdziły, że to one zostały sfotografowane. Jedną z nich był Tsvi Nussbaum, laryngolog z Nowego Jorku, który twierdził, że zdjęcie zrobiono w czasie wejścia Niemców do Hotelu Polskiego, w którym ukrywał się z ciotką i wujkiem. Opowiadał, że przypomina sobie moment, w którym SS-man wycelował do niego, a on odruchowo podniósł ręce. Wtedy właśnie fotograf miał mu zrobić zdjęcie.

Coś się jednak w tej historii nie zgadzało - wyjaśnia "Newsweek Historia". Przede wszystkim postać żołnierz SS, który celuje w plecy chłopca. To Josef Blösche, biorący udział w likwidacji getta, któremu Żydzi nadali przydomek Rzeźnik. Jego ulubioną rozrywką było przechadzanie się po getcie i strzelanie do kobiet oraz dzieci. Blösche nigdy nie łapał Żydów w Hotelu Polskim, poza gettem. Poza tym - jak czytamy w publikacji - wydarzenia opisywanie przez Nussbauma miały miejsce dwa miesiące po likwidacji getta.

Kim w takim razie jest chłopiec ze zdjęcia i co się z nim stało?

Najbardziej prawdopodobna moim zdaniem jest jednak wersja, że chłopcem ze zdjęcia jest Artur Dąb Siemiątek - mówi "Newsweekowi Historia" prof. Richard Raskin z Uniwersytetu Aarhus w Danii, autor książki "A Child at Gunpoint". To, co się stało z chłopcem, można wywnioskować, studiując los dziewczynki znajdującej się na zdjęciu nieco z tyłu, po lewej stronie. To sześcioletnia Hania Lamet.

W archiwum obozu koncentracyjnego na Majdanku zachowała się karta dziewczynki. Widnieje na niej dopisek: "Dzieci zabrane do komory gazowej".