W poniedziałek 22 lipca sieć salonów Empik poinformowała, że w Empiku nie będzie można kupić wydania "Gazety Polskiej" z naklejką "Strefa wolna od LGBT".

Podobnie zareagowała sieć stacji paliw BP. "Jeżeli Gazeta Polska zdecyduje się na sprzedaż jutrzejszego numeru z naklejką Strefa wolna od LGBT, wycofamy go ze sprzedaży ze stacji własnych BP. BP nie popiera postaw wyrażających niechęć wobec jakiejkolwiek grupy ludzi, unikamy podziałów, szanujemy każdego człowieka" - oświadczyła firma na Twitterze.

Teraz do protestu dołączyły kolejne stacje benzynowe. "Dyskryminacja jakiejkolwiek z grup leży w sprzeczności z wartościami, jakimi kieruje się firma" - brzmi oświadczenie biura prasowego sieci Circle K dla "Press".

"Gazety Polskiej" nie będzie można kupić także na stacjach Shell Polska. W oświadczeniu firma informuje, że dąży do "utrwalania kultury organizacyjnej, w której każdy - pracownik, klient czy partner biznesowy - czuje się szanowany, posiada takie same możliwości, wolne od barier i uprzedzeń. Konsekwentnie wspieramy szacunek dla wszystkich wymiarów różnorodności".

W ubiegłym tygodniu wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej zawiadomił prokuraturę w sprawie kontrowersyjnej nalepki "Gazety Polskiej". - Niemieccy faszyści tworzyli strefy wolne od Żydów. Apartheid - od czarnych. Jak widać tradycja znajduje godnych naśladowców, tym razem w Polsce, pod parasolem PiS i biskupów - skomentował Rabiej.

- Nikt dzisiaj nie jest bliżej nazizmu, szczególnie w wersji Ernesta Rohma, prekursora partii hitlerowskiej, niż ci, którzy prześladują za odrzucenie ideologii LGBT - powiedział z kolei Tomasz Sakiewicz w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl.

Tymczasem wpis "Gazety Polskiej" o naklejce został zablokowany na Instagramie z powodu "mowy nienawiści i zakazanych symboli".

Głos w sprawie zabrała także ambasador USA w Polsce. "Jestem rozczarowana i zaniepokojona tym, że pewne grupy wykorzystują naklejki do promowania nienawiści i nietolerancji" - napisała Georgette Mosbacher na Twitterze.

Na reakcję Tomasza Sakiewicza nie trzeba było długo czekać. "Wolność oznacza, że ja szanuję Pani poglądy, a Pani moje. Sprzeciwiamy się jedynie narzucaniu poglądów siłą. Bycie działaczem ruchu gejowskiego nie czyni nikogo bardziej tolerancyjnym. Polacy kochają wolność i znają od wieków słowo tolerancja. Dlatego wspierali powstanie USA" - odpisał.

Naklejki "Strefa wolna od LGBT" krytykowali także politycy PO, Nowoczesnej, Wiosny, Razem i SLD.

Lider Wiosny Robert Biedroń zapowiedział na Twitterze, że jego ugrupowanie nie zostawi tej sprawy bez odpowiedzi. "Obrzydliwe; nie ma naszej zgody na szerzenie nienawiści" - napisał.

Krytycznie wypowiedziała się także posłanka PO-KO Monika Wielichowska. "To wielka pogarda dla drugiego człowieka, dyskryminacja i nawoływanie do nienawiści. To homofobia, na którą nie może być przyzwolenia. Co na to premier Mateusz Morawiecki, człowiek roku Gazety Polskiej? Ile pieniędzy ze spółek skarbu państwa zasila Gazetę Polską? Czy kolejnym dodatkiem będzie opaska na ramię?" - napisała na Twitterze.

Działaczka SLD Katarzyna Piekarska oceniła, że naklejki są haniebne. "Czy ktoś pomyślał jak się czują lesbijki czy geje czytając takie wpisy Co czują ich rodziny... To jest szczucie ludzi na ludzi. A to zawsze prowadzi do nieszczęścia. Wstyd!" - napisała na Facebooku.

Głos w sprawie zabrało także ugrupowanie Razem. "Pamiętacie, jak prawica straszyła tzw. no-go zones? Dzięki tej samej prawicy doczekaliśmy się własnych stref no-go. Obrzydliwe" - napisano na profilu ugrupowania na Twitterze.

Stołeczny radny Marek Szolc (Nowoczesna) ocenił na Twitterze, że "ohydne nalepki Gazety Polskiej budzą najgorsze skojarzenia". Podkreślił, że osoby LGBT+ mają w Polsce prawo do bezpieczeństwa i równego traktowania i zapowiedział, że w piątek o godz. 10 z Polskim Towarzystwem Prawa Antydyskryminacyjnego opublikuje opinię prawną i pokaże, czemu "strefy wolne od LGBT" są nielegalne.

Także wiceprezes Ruchu Narodowego Krzysztof Bosak ocenił naklejki "Strefa wolna od LGBT" jako "szkodliwy pomysł". "One sugerują, że konserwatyści są przeciw tym ludziom, a to nieprawda. Jesteśmy przeciwko publicznemu promowaniu zachowań homoseksualnych, a nie przeciw samym homoseksualistom. Taki dwuznaczny przekaz to wystawianie im piłki" - napisał na Twitterze. "Jako chrześcijanie postrzegamy skłonności homoseksualne jako zaburzenie (niezależnie od sporu o ich przyczyny) i cierpienie w życiu ludzi, którzy je mają. Nasza postawa nie może polegać na tym, że będziemy traktować ich jak trędowatych. Powinniśmy ich przyciągać do naszej wiary" - dodał.

Müller: Wypowiedź ambasador USA niepotrzebna

Wydaje mi się, że wypowiedź ambasador USA Georgette Mosbacher ws. naklejek "Strefa wolna od LGBT" była niepotrzebna; to nie jest kwestia związana z relacjami między Stanami Zjednoczonymi a Polską - stwierdził w piątek rzecznik rządu Piotr Müller.

Müller został zapytany w Polsat News, czy podoba mu się ten pomysł, odparł: Generalnie jestem krytyczny wobec tego, co robi część środowisk LGBT, ale jestem zwolennikiem tego, aby w sposób konstruktywny podchodzić do tego i nie nakręcać jakiejś atmosfery napięć między różnymi grupami politycznymi czy środowiskami, co często robią same środowiska LGBT.

Na wpis Mosbacher odpowiedział też redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz. "Wolność oznacza, że ja szanuje Pani poglądy a Pani moje. Sprzeciwiamy się jedynie narzucaniu poglądów siłą. Bycie działaczem ruchu gejowskiego nie czyni nikogo bardziej tolerancyjnym. Polacy kochają wolność i znają od wieków słowo tolerancja. Dlatego wspierali powstanie USA" - napisał.