*:To chyba lekka przesada. Jeśli jest niechęć i wrogość to raczej wobec liderów tej waszej trzody. Płachty gazet w 90 proc. zapełniają prawie anonimowi pisarczykowie, do
których mam stosunek nieokreślony. Czytam i albo mi się podoba, albo nie. W każdej gazecie jest kilku liderów. Chodzi o tych, którzy nadają ton.
*: Nie chodzi o pogardę wobec poszczególnych osób. Po prostu dziennikarze mediów głównego nurtu pomijają istotne fakty – kilka lat temu było to np. dziennikarskie
śledztwo Adama Michnika.
: Negatywnych zjawisk jest bardzo wiele, ale moim zdaniem ich źródło jest jedno: nie żaden układ, ale po prostu brak profesjonalizmu. To pociąga za sobą brak etyki, a co za
tym idzie łatwe popadanie dziennikarzy w różne zależności.
: Nie zgadzam się – czekam na ujawnienie kulisów nagrania taśm Morozowskiego w pokoju Beger.
: Może i tak, ale dlatego właśnie "New York Times” nie ukrywa, że jest za Demokratami, a "Guardian”, że jest za Partią Pracy.
: Chodzi przede wszystkim o zjawisko strojenia się w obiektywne pióra i jednostronne modelowanie medialnej rzeczywistości.
Przeczytałem tekst pani Gawryluk, która straszne rzeczy widzi w projekcie Prawa prasowego PiS. Ten projekt to żadne cudo i na dodatek nie przejdzie, co chyba jest oczywiste.
Ona tam natomiast zauważa, że ten projekt cofa nas do PRL i jest zagrożeniem dla wolności mediów. A obok mamy sprawę Sumlińskiego, o której mówi się w większości mediów minimalnie. Tym
gardzę – nie Gawryluk, tylko takim zawracaniem d... To tak, jakby chata się paliła, a ktoś zaczął deliberować, czy mu się panoramiczny telewizor komponuje z firanką w oknie.
: Ciężko z tym jest. W telewizji nic. W prasie poszczególne kawałki. Mazurka lubię czytać, choć nie zawsze się z nim zgadzam, ale gość ma lekkie pióro. To ważne.
Tak, Mazurek może być.
: Raczej negatywny.
: Nie przyłączyłem się, bo fałszował bym rzeczywistość. Ja jestem zwierzę czytające. W podróży muszę mieć gazetę, w pracy, przy śniadaniu. Od małego tak mam.
Teraz kupuję na zmianę DZIENNIK i "Rzepę". Ale głównie czytam blogi. Chcę znać zdanie ludzi, których lubię i znam lepiej. Zresztą trzeba zauważyć, że gazety są do
kupienia rano, a czytając najświeższe komentarze znam już wszystkie argumenty za i przeciw z popołudnia i wieczoru. Pisze raz w DZIENNIKU gość o konieczności powołania obrony terytorialnej
obok armii zawodowej, a ja sobie porównuję i widzę, że milion godzin temu napisał już o tym na Salonie24 Artur Nicpoń, albo na Niepoprawnych Triarius.
: Sednem tego "bojkotu" jest zwrócenie uwagi na fakt, że cały medialny rynek głównego nurtu jest tak przeżarty patologią, że utracił wiarygodność. Sam pisałem
o tym tak: "Dlaczego tylko raz i to w wydaniu papierowym jednej gazety pojawiła się informacja o rekomendacji Urbana, jakiej udzielił on Mariuszowi Walterowi w liście do Kiszczaka? Czy
takie informacje nie są ważne dla oceny wiarygodności ludzi mediów? Oraz działań tych mediów, które dziwnie korespondują ze wspomnianymi wyżej <kwalifikacjami> jednego z
twórców TVN? Dlaczego nie znajdziemy ich na największych portalach?” To jest istotą problemu.
Pewnie, jeszcze tego brakowało, żebym miał lewicę hołubić. Odpowiedz mi, dlaczego z uporem godnym lepszej sprawy trwa promocja "Krytyki Politycznej”,
tego całego Sierakowskiego? Co to w ogóle jest za wartość intelektualna? Przecież można poczytać ich teksty i głównie jest to bełkot, albo rzeczy ściągnięte z szerokiego świata. To jest
cholera jakaś akcja afirmatywna.
Zupełnie nie chodzi o podział na media prawicowe i lewicowe. Wiadomo, że lewicowe są: "Polityka", "Trybuna", "Krytyka
Polityczna". Prawicowe: "Gazeta Polska", "Najwyższy Czas!", "Arcana". Mainstreamowe media są po prostu konformistyczne.
: Nadal jesteśmy na początku drogi, ale kilka wydarzeń może zupełnie zmienić naszą rolę, np. rozpowszechnienie elektronicznego papieru podłączonego do internetu. Siłą
rzeczy, dyskusja publiczna przeniesie się właśnie do sieci. A my tu już będziemy czekać.
: Na rynku blogów politycznych trwa wyrabianie pozycji. Tak naprawdę blogów czytanych nie jest wiele. Myślę, że będę blisko, jeśli posłużę się magiczną liczbą
300.
:Ja bym sprowadził ją do 60.
: Zadziwiająca jest to, jak znikoma jest wiedza dziennikarzy mainstreamowych o blogosferze politycznej.
:To bardzo różnie bywa. Najważniejsi blogerzy typu Kataryna, Free Your Mind nie opowiadają się otwarcie za nikim.
: Jeśli z ich lektury wnioskujesz, że są np. za PiS, to ja mogą powiedzieć, że Passent i Paradowska są za SLD. Stopień emocjonalności przekazów jest identyczny, tyle tylko,
że mainstreamowy dziennikarz wydrapie ci oczy, jak mu to powiesz, a bloger się tylko uśmiechnie. Przekleństwem dziennikarzy nie jest ich polityczna niezależność lub zależność, ale oderwanie
od społeczeństwa. Dotyczy to zresztą również klasy politycznej, ale moim zdaniem, paradoksalnie, mniej. Siła blogerów leży w tym, że są to zwykli ludzie, którym nikt nie płaci za pisanie.
Obserwują więc świat z pozycji zwykłych obywateli. A tacy wiedzą najlepiej, jak błędy polityków rzutują na ich osobiste życie.
Jest inaczej. Bloger jest sam sobie redaktorem naczelnym i korektorem, i diabli wiedzą czym jeszcze. Ma swoich czytelników i komentatorów. Ma wrogów i przyjaciół. I
właśnie - co zauważył przed chwilą Rybitzky - siedzi w środku, między ludźmi. To jest wielki bonus. Jeśli więc mówisz, że akurat blogerzy mają takie, a nie inne poglądy, to tu masz
odpowiedź. Nie wiem, czy jesteśmy bardziej prawicowi, czy lewicowi, ale na pewno jesteśmy antysystemowi, przy czym system rozumiem jako zbiór elit - politycznych i medialnych - a nie
państwo.
:To prawda, że dziennikarze dominują nad blogerami logistycznie. Ale tylko tak. Mają dostęp do zdjęć, filmów itp., mogą jechać na olimpiadę. Na pewno nie górują
intelektualnie.
Na pewno bloger nie zastąpi tego, który wypełnia informacjami - ja to nazywam papką - 40 stron gazety. Ale jako komentator, felietonista, propagandzista i szperacz - jak
najbardziej. Rzecz w tym, że blogerzy nie chwycili jeszcze swoich specjalizacji, że na moim blogu jest przysłowiowe mydło i powidło. Tyle tylko, że ja to robię dla przyjemności.
Nie wiem, gdzie pracuje Kataryna, ale nie pojedzie raczej robić z kimś wywiadu. Jakby jej ktoś za to zapłacił (i by tego chciała), nie byłaby gorsza niż jakikolwiek
dziennikarz.
To jest zabawa, na którą przeznaczam od jednej do trzech godzin, zamiast siedzieć przed telewizorem jak debil i podziwiać to, co mam podziwiać. Fajniej jest kreować niż
tylko odbierać.
Dokładnie - fakt kreacji ma tu duże znaczenie. Niestety przypadłością ludzi mediów jest wiara w swoją predestynację - nieuzasadniona.
Przyroda nie cierpi próżni - jakby nagle zniknęli polscy dziennikarze, szybko by się ich zastąpiło. Może to butnie powiedziane, ale tak by było.
Druga rzecz - my raczej prostujemy pisane przez nich bzdury. Albo wskazujemy rzeczy, które pomijają.
I na dodatek coraz częściej blogerzy obywają się bez dziennikarzy, bo jesteśmy w stanie reagować natychmiast, na przykład gdy oglądamy konferencję prasową jakiegoś
polityka. No i mamy odwagę podnosić sprawy oraz głosić poglądy zupełnie nieobecne w głównym nurcie medialnym. Coraz ciężej włodarzom tego świata udawać, że czegoś nie ma. Bo nawet jak
prasa milczy, to net się trzęsie.
Może rozwój polskiej blogosfery wziął się właśnie z niezadowolenia z mediów?
Masz rację. My tak samo jesteśmy omylni, powierzchowni itd. Różnica jest w tym, że my to robimy na razie dla przyjemności, zabawy - aby zabrać głos, a nie kłócić się
z telewizorem.
Na pewno nie byłoby perfekcyjnie. Media są w dużym stopniu zależne od publiki. Z drugiej jednak strony, wcale to nie oznacza, iż nie mają realizować pewnej społecznej misji.
My realizujemy misję za darmo, dziennikarze robią to źle albo w ogóle, choć dostają za swoją pracę pieniądze.
Oczywiście, że trzeba płacić. Na razie nie ma na to pomysłu, bo rynek reklamowy w sieci jest zbyt nikły, a wielkie portale w rodzaju Onetu mogąc użyć naszych wpisów do
ściągania odbiorców za darmo, nie będą przecież ochotniczo za to płacić i rozrzucać kasy. Ale wraz z rozwojem internetu także rynek blogów będzie się komercjalizował. W Stanach już tak
przecież jest. U nas na razie traktowani jesteśmy protekcjonalnie, ale tak naprawdę niektórzy ludzie już załapali, że rozwój jest bardzo dynamiczny. Dla mediów to ciągle jest nowość, ale
nie ukrywajmy - także konkurencja. Na razie słaba, taka, którą można pominąć milczeniem albo zbyć gdzieś na 8. stronie, ale jest - cztery lata temu nie było prawie w ogóle.
Moim zdaniem to nie jest dobrze postawione pytanie. Sednem sprawy jest uczciwość wobec czytelników jako priorytet wobec linii redakcji. Nic więcej.
*JACEK JARECKI - mieszka w Golinie, prowadzi bloga od 2006 roku, obecnie pod adresem jacek.jarecki.salon24.pl oraz niepoprawni.pl
**FOXX - mieszka w Warszawie, od 2005 r. prowadzi bloga foxx-news.blogspot.com, współtworzy platformę blogmedia24.pl
***RYBITZKY- mieszka we Wrocławiu, prowadzi bloga rybitzky.salon24.pl od 2006 roku