Dziennik Gazeta Prawana logo

Być w skórze Marcinkiewicza

28 stycznia 2009, 14:55
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Piotr Gursztyn w DZIENNIKU
Piotr Gursztyn w DZIENNIKU/Inne
Do tej pory Marcinkiewicz nie widział problemu w tym, jak tabloidy i pozostałe media - z jego aktywnym udziałem - prezentują jego odejście od rodziny i początek nowego życia ze znacznie młodszą partnerką. Dziś chyba już wie, że ponosi klęskę jako wiarygodny polityk. Swój tekst na własnym blogu tytułuje słowem "przepraszam". Dalej już tylko atakuje. Nie on jest winien, ale złe media - pisze Piotr Gursztyn.

Wygląda na to, że do Kazimierza Marcinkiewicza dotarła gorzka prawda o konsekwencjach historii, której w ostatnich dniach stał się bohaterem. Do tej pory wyglądało to tak, że nie widział problemu w tym, jak tabloidy i pozostałe media - z jego aktywnym udziałem - prezentują jego odejście od rodziny i początek nowego życia ze znacznie młodszą partnerką. Marcinkiewicz sprawiał wrażenie osoby, która nie zdaje sobie sprawy z tego, że ponosi klęskę jako wiarygodny polityk.

Dziś chyba już wie i próbuje odzyskiwać teren. Swój tekst na własnym blogu tytułuje słowem "przepraszam". Ale poprzedza je cytatem z Ryszarda Kapuścińskiego o nędzy współczesnych mediów. Dalej już tylko atakuje, atakuje, a siebie usprawiedliwia. Nie on jest winien, ale złe media. Konkretnie "Superexpress", któremu przypisuje złamanie umowy z nim, zamieszczenie ewidentnych kłamstw i cynizm. Przypomnijmy, że wcześniej za rozwód winił własną rodzinę, która nie chciała rzucić dotychczasowego życia i wyprowadzić się z Gorzowa.

Problem w tym, że jeśli nawet "Superexpress" tak podle urządził Marcinkiewicza jak on to sam opisuje, a pozostałe media się mylą, to i tak mało kto uwierzy byłemu premierowi. On sam może łudzi się, że za jakiś czas ludzie o tym zapomną. Sprawa przyschnie, a on wróci do wielkiej gry. Mało prawdopodobne. By wrócić najpierw będzie musiał negocjować z jakąś siłą polityczną warunki współpracy. Teraz jego pozycja negocjacyjna została zredukowana do niemal zera - przez niego samego. Dał temu wyraz ostatnio Donald Tusk mówiąc, że nie widzi miejsca w Platformie dla Marcinkiewicza. A jeszcze niedawno było odwrotnie: to Platforma prosiła, a były premier wybrzydzał. Wreszcie, gdy Marcinkiewicz zacznie o coś walczyć - w wyborach, popierając jakąś sprawę, pełniąc ważną funkcję - to wtedy jego przeciwnicy odświeżą zapomniany skandal.

Dziś chyba prawie każdy polityk myśli sobie, czując zimny dreszcz na plecach: jak to dobrze, że nie jestem w skórze Marcinkiewicza. A jeszcze niedawno wielu zazdrościło mu powodzenia, szczęścia i zdolności.

Piotr Gursztyn

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj