Nie. Ale chciałbym zaznaczyć, że rocznica 4 czerwca nie jest rocznicą „Solidarności”. Jest raczej świętem wszystkich Polaków, więc
„S” nie ma prawa uzurpować sobie monopolu w tej sprawie. Zresztą w 1989 r. związek już nie odgrywał tak wielkiej roli. „S”, która w 1981 r. zatonęła
jak wielki „Titanic”, w 1989 r. wynurzyła się w postaci co najwyżej rzecznej barki. Jest więc to święto wszystkich.
Tak, ale absolutnie nie istnieje możliwość, by ta rocznica była obchodzona w atmosferze zgody narodowej. Bo nie ma zgody na ocenę 20-lecia. Od samego początku widać dwie Polski. Jedna, moim
zdaniem reprezentowana przez większość społeczeństwa, mimo różnych pretensji akceptuje Rzeczpospolitą w obecnym kształcie. Akceptuje członkostwo w UE, NATO i obowiązujący kształt
ustroju. Politycznie to zwolennicy PO i SLD, czyli około trzy czwarte Polaków. Jest też 20 – 25 proc. społeczeństwa, które to odrzuca.
Oni mają prawo świętować po swojemu. Ich politycznym wyrazem jest PiS i pseudoprezydent, faktycznie PiS-owski działacz w pałacu, jakim jest Lech Kaczyński. A także dzisiejsza
„S”, która jest wypreparowanym fragmentem tej dawnej, skrajnie prawicowej części „S”, tzw. prawdziwych Polaków. Będą świętować to po swojemu i nie ma
mowy, by dwie Polski się spotkały.
Nie wiem, czy plac Solidarności jest najlepszym miejscem. Na Boga, w 1989 r. główne rzeczy działy się w Warszawie, a nie w Gdańsku.
Ludzie mają prawo tego chcieć, ale tak się nie stanie. Te dwie postaci reprezentują w istocie rzeczy dwa różne państwa. Nie twierdzę, że byłoby niestosownością wspólne świętowanie.
Gdyby Kaczyński na chwilę zapomniał, że jest pseudoprezydentem, że formalnie jest głową III RP, a faktycznie jest prezydentem IV RP. Gdyby razem z Tuskiem powiedzieli parę ładnych słów,
byłoby bardzo dobrze. Ale przecież on się tam pojawi i zacznie opowiadać swoje kawałki o przeszłości i innych ludziach.
Nie. Nie widzę nic złego w tym, że każdy będzie świętował to po swojemu. Gdyby na kilka dni Duch Święty wszystkich oświecił i powiedziano by słowa do przyjęcia i dla zwolenników III
RP, i IV RP, to może dałoby się wspólnie świętować
Nie, to jednak niemożliwe. Gdyby to tylko zależało od Tuska, to byłoby to możliwe. Ale zależy to też od Kaczyńskiego, który jest Sancho Pansą swojego brata, tego czarnego Don Kichota. On
toczy wojnę z „antynarodową” siłą, za którą uważają Platformę. Najważniejszą rzeczą jest odbić Polskę, nie bacząc na wszystko. Nie przejmuję się brakiem
wspólnych obchodów. Nie płaczę też nad tym, że nie zdołamy podsunąć Europie na miejsce upadku muru berlińskiego wydarzeń w Polsce, które były pierwsze. Owszem, były pierwsze, ale to mur
berliński był symbolem podzielonej Europy.
Gdybym miał mu coś podpowiedzieć, to powiedziałbym mu, żeby najpierw poszedł do stoczniowców i po męsku z nimi porozmawiał.
Być może tu Tusk popełnił błąd. Może powinien był pojechać do nich i stawić im czoła. Powiedzieć im: to jest możliwe, a to nie, impreza główna będzie tutaj, jesteście ludźmi
wolnymi, możecie robić, co uważacie, ale pamiętajcie, że macie do czynienia z państwem, którego obowiązkiem jest zapewnienie porządku. A następnie powinien zmobilizować odpowiednią
liczbę sił porządkowych, trzymać towarzystwo z daleka i cześć.
Na razie nie widać, by to posunięcie Tuska prowadziło rząd ku przegranej. Stoczniowcy zorientowali się, że mają przeciwko sobie przede wszystkim ludność Gdańska i Trójmiasta. Zaczynają
się wycofywać. Także trochę Tusk zmienił plany, bo na Wawelu ma się odbyć tylko część polityczna z udziałem prezydentów i premierów.
To niech sobie będzie. Nikt mu nie zabroni.
Wolałbym, żeby zacząć stosować pewien umiar z mszami. Nie musi być msza przy każdej okazji. Lepiej gdyby była odprawiona w katedrze.
Nie wiem, czy to można tak interpretować, że Glemp i Głódź stanęli po stronie Kaczyńskich. Nie wydaje mi się. Może Głódź tak, ale Glemp raczej nie.