Premier i prezydent musieli usłyszeć od Trybunału Konstytucyjnego, że rząd wypracowuje stanowisko naszego kraju, przedstawia je podczas europejskich szczytów, a prezydent jest reprezentantem państwa i do woli może latać rządowym samolotem na międzynarodowe spotkania. Trybunał przyznał rację każdej ze stron. Tyle, że orzekł o rzeczach, które od dawna były jasne.
Nikt nie powinien się spodziewać innego rozwiązania. Od tej pory to on będzie decydował o swoich kompetencjach. A Donald Tusk, cóż... Już dawno żałował tego, że odmówił Kaczyńskiemu samolotu na szczyt w Brukseli. Dzisiaj żałuje jeszcze bardziej. Nie dość, że okazał się przy tym małostkowy, to jeszcze teraz wychodzi na jaw, że nie miał prawa tego zrobić.
W całej tej sprawie . Wiadomo też, że obaj panowie będą obwieszczać swoje zwycięstwo. Wydaje się, że spór wygrał prezydent, bo może nie tylko latać, ale i uczestniczyć w unijnych szczytach. Ale czy trzeba było aż orzeczenia Trybunału żeby to usłyszeć? Polityka bywa żenująca, co wynika z charakteru osób piastujących najwyższe funkcje w państwie. Jedną rzeczą jest prawo i polityka, drugą - usposobienie konkretnych ludzi. Kolejny raz okazało się, że małostkowość z rywalizacją górują nad rzetelną współpracą. A temu nie pomoże nawet zmiana konstytucji.