Skazany na dwa lata więzienia za pomoc w płatnej protekcji na szkodę "Agory"pierwszy raz spędził w nim niecałe półtora miesiąca. Wyszedł na przerwę - jak podawano oficjalnie - "z powodu przewlekłej, ciężkiej choroby". Jego najbliżsi, żona Ewa i syn Marcin domagali się od ówczesnego ministra sprawiedliwości interwencji, gdyż stan jego zdrowia (chodziło o serce) jest "dramatyczny". Uznali, że brak zgody na przerwę w odbywaniu kary "zakrawa na usiłowanie morderstwa w majestacie prawa".

Reklama

Pamiętam jak blisko 2 tys. osób ze środowiska filmowego, teatralnego i estradowego, zabiegało o zwolnienie Rywina z więzienia, aby mógł się leczyć.

Wreszcie udało się. Sąd apelacyjny nakazał ponownie sprawdzić, czy jego zdrowiu nie będzie szkodzić pobyt w więzieniu. Przedstawiono zaświadczenia medyków, które uprawniały do wyjścia Rywina na wolność.

Później Rywin miał się zgłosić na kompleksowe badania lekarskie w Zakładzie Medycyny Sądowej, po to, żeby ostatecznie rozstrzygnąć, czy Rywin może odbywać jednak karę. Ale Rywin nie stawia się i przesyła zwolnienie lekarskie. Już wtedy, w 2005 roku pojawiały się sygnały, że jego zaświadczenia lekarskie może być lewizną. Wychodząc prawie dokładnie cztery lata temu - było to chyba ostatniego maja 2005 roku - pewnie śmiał się w duchu jak to wyprowadził w pole wymiar sprawiedliwości. Nie na długo - jak dziś widać. Najwyraźniej policji i prokuraturze udało się znaleźć dowody na kolejne oszustwo Rywina. Oczywiste, że nie mógł sam tego zrobić bez pomocy innych. Dziwię się im tylko, że takiego marnego człowieka chcieli wspierać w jego nowych, ciemnych sprawkach.

Jeśli potwierdzą się pierwsze sygnały, że powodem zatrzymania Lwa Rywina były lewe zwolnienia lekarskie, współczuję tym wszystkim, którzy w szlachetnym odruchu serca podpisywali kilka lat temu apel o uwolnienie Rywina ze względu na stan zdrowia.

Przypomnę tylko, że w październiku 2005 roku Rywin musiał wrócić do więzienia, w którym przesiedział nieco ponad rok. Wyszedł w połowie listopada 2006 r. Po znalezieniu się na wolności, za bramą warszawskiego więzienia na Białołęce pokazał w pełni swoją arogancję i bezczelność, mówiąc do dziennikarzy: - Czuję się jak każdy więzień polityczny, trochę śmiesznie, trochę histerycznie, aczkolwiek bardzo obrzydliwie. Ostanie słowo rzeczywiście pasuje do Rywina.