N - zaczyna swoją historię Gronowski. Opowiadał ją już w belgijskich i niemieckich szkołach setki razy, ale jeszcze nigdy polskim odbiorcom, wyznaje w rozmowie z PAP.
Jest jednym z bohaterów, których losy pokazuje nowe Muzeum Holokaustu i Praw Człowieka w belgijskim Mechelen, w dawnym obozie przejściowym w koszarach Dossin, skąd hitlerowcy deportowali do Auschwitz 25,5 tys. Żydów, w większości imigrantów z Europy wschodniej i środkowej. Tylko 5 proc. z nich przeżyło.
Ojciec Simona urodził się w Polsce w 1898 w zaborze rosyjskim i widział antysemityzm. Zdezerterował z armii polskiej, gdy Józef Piłsudski rozpoczynał wojnę z bolszewikami. - miał tłumaczyć swą decyzję o ucieczce. Do Belgii dostał się nielegalnie. Dziś jego syn adwokat solidaryzuje się z nielegalnymi uchodźcami w Belgii.
Ojciec początkowo pracował w kopalni węgla, potem zajął się handlem wyrobami skórzanymi. Powiodło mu się na tyle, że ściągnął z Litwy przyszłą żonę (poznaną, gdy był w niewoli niemieckiej podczas I wojny światowej) i kupił w Brukseli dom. Urodziła się córka Ita i syn Simon.
Kiedy w marcu 1943 roku Gestapo zapukało do mieszkania, w którym od roku się ukrywali, Simon z mamą i siostrą jedli śniadanie. - mówi. Przewieziono ich do obozu przejściowego w Mechelen, gdzie spędzili miesiąc. - opowiada Gronowski.
Starsza siostra Ita była początkowo w lepszej sytuacji. Prawo belgijskie zezwalało dzieciom imigrantów przyjąć belgijskie obywatelstwo w wieku 16 lat, co uczyniła. - mówi Gronowski. W obronie belgijskich Żydów interweniowały władze, a także belgijska rodzina królewska. Ale potem do Auschwitz wysyłano także Żydów belgijskich - w tym Itę.
19 kwietnia 1943 roku Simona i jego matkę wsadzono nocą do bydlęcego pociągu. To był transport numer XX, jedyny zaatakowany przez ruch oporu. Student medycyny Jura Liwszyc wraz z dwoma nieżydowskimi kolegami zatrzymali w nocny pociąg, dając maszyniście sygnał czerwoną lampą. Zdążyli otworzyć drzwi tylko pierwszego wagonu; Niemcy zaczęli strzelać do uciekających ludzi. Zamieszanie i strzały sprawiły, że Żydzi z innych wagonów zdecydowali się na ucieczkę. W sumie wyskoczyło 236 osób; 26 z nich Niemcy zabili na miejscu.
opowiada. Czekał na matkę, ale ona nigdy nie skoczyła. Potem pociąg się zatrzymał i w kierunku Simona posypały się strzały.
Uciekł. wspomina. Aż do pierwszej wsi, gdzie pomogła mu flamandzka rodzina. Potem do końca wojny ukrywały go katolickie rodziny jego szkolnych przyjaciół-skautów.
Simon nie opowiadał swej historii przez 60 lat.- tłumaczy. Swoim świadectwem chce też podziękować wszystkim, którzy mu pomogli.
Ale zastrzega, że mówi nie tylko w imieniu ofiar Holokaustu, ale też ofiar innych ludobójstw, m.in. w Armenii czy Rwandzie. - powiedział. - Ż
Gronowski zrezygnował z funkcji przewodniczącego związku Żydów deportowanych z obozu przejściowego Dossin. W 2005 roku źle przyjęto bowiem jego inicjatywę zaproszenia na coroczne uroczystości w koszarach uchodźcę Tutsi z Rwandy. "W pociągach nie było Tutsi" - usłyszałem. Kiedy rok później chciał zaprosić Ormianina, zostało mu to zabronione.
Jego zdaniem wielu Żydów całe życie poświęca na pielęgnowanie bólu; "z bycia ofiarą zrobili swój oficjalny życiowy statut".
Wyznaje, że sam od roku nie czuje już się ofiarą. W lutym miało miejsce nadzwyczajne spotkanie: poznał artystę, dramaturga i malarza Koenraada Tinela, syna flamandzkich kolaborantów z okresu II wojny. - opowiada.
Opowiedzieli sobie swe wzajemne historie i razem płakali. Dziś są przyjaciółmi i napisali wspólnie o swoich losach książkę, która ukaże się w lutym. - mówi.