Dziennik Gazeta Prawana logo

Były oficer wywiadu o 10 kwietnia 2010 roku: Poszlaki wskazują na zamach

22 czerwca 2015, 11:50
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Prosty krzyż na miejscu katastrofy smoleńskiej, zdjęcie z 9 maja 2010 roku
Prosty krzyż na miejscu katastrofy smoleńskiej, zdjęcie z 9 maja 2010 roku/PAP Archiwalny
Piotr Wroński, jeszcze do niedawna oficer wywiadu, w rozmowie z tygodnikiem „wSieci” dzieli się swoimi przemyśleniami na temat katastrofy smoleńskiej. „Im więcej mija czasu, tym więcej mamy poszlak, które prowadzą w stronę hipotezy o zamachu” – twierdzi. Co jego zdaniem może na to wskazywać?

Wroński punkt po punkcie prezentuje układankę, która składa się głównie z wniosków wynikających z doświadczeń, jakie były oficer wywiadu zdobył w czynnej służbie. Choć wiele z nich również bazuje na przeczuciach, to jego zdaniem składają się w jedną całość. – – przekonuje.

Jakie przesłanki miałyby wskazywać na przygotowany zamach? Oto kilka z nich.

Po pierwsze, bezczynność służb. Jak opowiada Wroński, 10 kwietnia 2010 roku nikt po niego nie zadzwonił i nie ściągnął go do Agencji Wywiadu, a dyrektor, z którym rozmawiał tego dnia, wysłał go na spacer. Wroński, powołując się na kolegę z ABW, twierdzi, że podobnie było w innych służbach. Przytacza również – jak sam podkreśla – plotkę, według której .

Co jeszcze miałoby wskazywać na zamach? Skład delegacji. Zdaniem byłego oficera wywiadu, Lech Kaczyński – przekonuje Piotr Wroński. Jak dodaje, na pokładzie tupolewa lecącego do Smoleńska był również wiceminister odpowiedzialny za zakup nowoczesnego uzbrojenia, którego śmierć opóźniła negocjacje Polski z USA, oraz dowódcy polskich wojsk, pierwsi, którzy nie byli wykształceni w Moskwie.

Zaniepokojenie Wrońskiego wzbudził również przekaz mediów. 10 kwietnia oglądał wiadomości na kilku kanałach jednocześnie. Jak podkreśla, rosyjskie media szybko przyjęły tezę, że za katastrofę odpowiada błąd pilota. – – podkreśla były oficer w rozmowie z tygodnikiem „wSieci”.

Wroński zwraca również uwagę na aktywność Rosjan po katastrofie. – – zaznacza, dodając, że w ciągu 15 minut po katastrofie rosyjskie służby nie byłyby w stanie tak licznie pojawić się na miejscu upadku polskiego samolotu. Dlaczego? Bo według Wrońskiego mają .

Skąd oni wzięli tyle tego cholernego OMON (Oddział Mobilny Specjalnego Przeznaczenia, jednostka sił specjalnych – przyp. red.)? To było niewiarygodne. Może w Moskwie, gdy wiedzą, że przyjedzie Putin, OMON jest pod ręką, ale w tym przypadku? W sobotę rano? To jest Rosja, ignorowana wizyta, lotnisko bez wyposażenia, wieża udająca pracę i nagle mamy zatrzęsienie służb. Rosjanie od razu przejęli inicjatywę i położyli na wszystkim łapę.

Zastanawiające jest również dla Wrońskiego szybkie pojawienie się w Smoleńsku Władimira Putina. – D– wylicza były oficer Agencji Wywiadu.

A co jego zdaniem na miejscu katastrofy robił rosyjski Specnaz, elitarna jednostka specjalna? – – mówi, zastrzegając przy swoich wywodach, że nie wyraża prywatnych poglądów, a .

Scelus is fecit cui prodest – zbrodnię popełnił ten, kto odniósł z niej korzyść. A kto odniósł? Rosjanie i obóz władzy w Polsce. Przykro mi, że muszę to stwierdzić
– zaznacza Piotr Wroński.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło wSieci
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj