W "prawicowym Internecie" o Wiośnie Roberta Biedronia cicho, media społecznościowe wolały zająć się atakiem na Magdalenę Ogórek. Czym to tłumaczysz?
Zwolennicy władzy nie wiedzą co powiedzieć. Przekaz TVP jest niespójny i chaotyczny. Prawicowe media nie mają na Biedronia "skryptu" i najwyraźniej, bez wytycznych z Nowogrodzkiej, kompletnie się pogubiły. Przecież od prezesa PiS nie przyszedł jeszcze żaden przekaz dnia w tej sprawie.
Negatywną narrację nadają jak na razie zwolennicy zjednoczonej opozycji, Koalicji Europejskiej, Koalicji Obywatelskiej czy po prostu Platformy. Politycy na razie wstrzymali się od komentarzy – prym wiodą publicyści i aktywnie komentujący bieżącą politykę internauci.

I wytykają, choćby brak odniesień do polityki zagranicznej…
… fakt, że jedynym europejskim akcentem była "Oda do radości", do tego brak odniesień do kwestii bezpieczeństwa, obronności, kultury i wielu innych, których w nim nie było. Można wymieniać w nieskończoność: transport, gospodarka wodna, handel zagraniczny, stosunki międzynarodowe, rolnictwo i tak dalej. Problem z programami polega na tym, że gdy obejmują wszystkie te dziedziny,  to spotyka je zarzut, że są niekonkretne, o wszystkim i o niczym. "Nikt tego przecież nie przeczyta" i tak dalej. Innymi słowy: i tak źle i tak niedobrze.

Tyle, że umowa Biedronia spotkała się też np. z zarzutem populizmu.
Deklaracja minimalnej emerytury na poziomie 1,6 tys. zł, gwarancja dostępności służby zdrowia, 500 puls na pierwsze dziecko, bezpłatny Internet w całym kraju – owszem to postulaty kosztowne. I nic dziwnego, że krytycy wytykają przy tym brak wskazania źródeł finansowania tych pomysłów.

Biedroń ocenił dziś koszty ich realizacji na 35 mld zł – skąd ta kwota? I skąd będą pochodzić środki?
Nie jestem ekonomistą i nie do mnie należy obliczanie kosztów poszczególnych programów. Finansowanie to przede wszystkim oszczędności: finansowanie Kościoła to 3 miliardy, cyfryzacja państwa - miliard, ograniczenie finansowania kopalń - 8 miliardów, tańsza energia wiatrowa - 9, ale to przede wszystkim ograniczenie kosztów zatrucia powietrza. Smog kosztuje nas 150 miliardów rocznie. To koszt jaki polska gospodarka ponosi za śmierć 45 tysięcy ludzi rocznie (utracone podatki, PKB, zasiłki pogrzebowe i koszty leczenia). Wystarczy ograniczyć smog o 20 proc., żeby oszczędzić 30 miliardów złotych rocznie. Razem 51 miliardów oszczędności.
Swoją drogą, 35 miliardów kosztów programów społecznych postulowanych przez Wiosnę, to suma zbieżna z przewidywanymi kosztami programu Wyższa Płaca postulowanego przez Platformę Obywatelską. Program ten przewidywał dopłaty do 500 zł dla osób zarabiających poniżej średniej krajowej, czyli do płac połowy populacji. Postulat Platformy przeszedł bez echa jakby wstydliwie przez liberalnych publicystów niezauważony.

Kolejny zarzut: rozbijanie opozycji.
Ten sam co zawsze. Ale Biedroń i Schetyna to inne zwierzęta polityczne, inne programy, inny styl, inne postulaty, wartości, marzenia i plany. Może ta oczywista oczywistość tak rozdrażniła liberalnych publicystów i marzących o froncie jedności narodu internautów, że przystąpili do gwałtownej krytyki Biedronia. Tym bardziej, że trudno zarzucić Biedroniowi jakikolwiek kompromis w kwestiach dla liberalnych odbiorców fundamentalnych: praworządności, konstytucji czy rozliczenia PiS. Mało tego Biedroń wygłosił bodaj najmocniejsze przemówienie w tej kwestii, przedstawiając bezkompromisowe stanowisko. Zapewniał, że starczy mu odwagi, by winnych postawić przed Trybunałem Stanu. Nie wahał się zaatakować personalnie Jarosława Kaczyńskiego: "Postawimy przed Trybunałem Stanu tych rządzących za kulisami". "My się nie zawahamy".
Stanowczość tego głosu wybija krytykom argumenty.

Do tej pory zarzucano nowej sile politycznej cichy flirt z partią rządzącą.
A jednym z dowodów na jego istnienie miała być przychylność prawicowych mediów. Brak ataków ze strony telewizji rządowej interpretowano jako chęć pomocy młodej formacji w rozbiciu opozycji. Rzeczywiście, prawicowe media nie atakowały Biedronia, a nawet formułowały pod jego adresem ostrożne komplementy. Wydaje się, że PiS nieodmiennie jako swego śmiertelnego wroga uznaje Platformę. Politycy prawicy doszli do wniosku, że Biedronia da się instrumentalnie wykorzystać jako broń przeciw PO. Trudno inaczej interpretować fakt, że TVP info – główna tuba propagandy władzy, zdecydowała się na żywo transmitować konwencję założycielską partii Wiosna.
A to był błąd. Po raz pierwszy widzowie tej stacji mogli dowiedzieć się o aferach PiS, o tym, że odpowiedzialność za nie bierze osobiście, nietykalny dotąd Jarosław Kaczyński. Widzowie TVP dostali dobry, emocjonalny show z bardzo groźnym dla prawicy przekazem: dość polsko-polskiej wojny. Oni przecież są tą wojną tak samo zmęczeni, tak samo rozdarci jak zagorzali przeciwnicy władzy. Do tej pory to PiS wmawiał swoim wyborcom, że jest jedyną siłą polityczną niosącą gałązkę pokoju. To Kaczyński wzywał do zgody. Zgody na swoich warunkach oczywiście, ale dla własnych zwolenników miał na pojednanie narodowe całkowity monopol. Właśnie go stracił.

Wielu wskazuje, że wystąpienie Roberta Biedronia było dla PiS groźnie także z innego powodu – polityki socjalnej.
Tak, bo do tej pory politycy prawicy mieli skuteczne narzędzie mobilizacji własnych wyborców: oni wam to wszystko odbiorą. Możecie pożegnać się z płacą minimalną i 500+. To właśnie wokół takiej narracji prawica budowała swój podstawowy przekaz. Przekaz, który z jednej strony stawiał przeciwników w złym świetle, z drugiej – fantastycznie mobilizował własny elektorat, w tym wyborców zabranych lewicy. PiS skutecznie przywłaszczył sobie socjalne, lewicowe postulaty, a wraz z nimi popierających je wyborców. Lewica z 11 proc. wynikiem (SLD plus Razem) osiągnęła najniższy poziom w historii! Kaczyński skutecznie przedstawił siebie jako obrońcę praw i interesów "zwykłego człowieka" przed obojętnymi, pełnymi pogardy liberałami. Biedroń rozbroił ten oręż – postulaty socjalne, atrakcyjne także dla wyborców PiS, w jego programie wybrzmiały niebywale mocno. To oni przecież częściej pobierają najniższe emerytury. To oni w większym stopniu cierpią wskutek permanentnej niewydolności służby zdrowia. To oni częściej niż wyborcy PO są żywotnie zainteresowani wysokością najniższej pensji.

Można Biedronia tolerować lub atakować, ale ignorować się go już nie da – czy faktycznie?
Zostawić Biedronia samego z tak rozbudowanym programem socjalnym, to jak wpuścić lisa do kurnika. Przecież lider Wiosny pryncypialnie atakuje PiS, nie wyłączając samego – nietykalnego dotąd – prezesa. Długotrwała bezkarność byłaby jarzącym dowodem słabości. Propagandyści obozu władzy nie będą w stanie utrzymać nerwów na wodzy. Prędzej czy później rzucą się Biedroniowi do gardła.

Powodów zresztą nie brakuje…
Propozycje światopoglądowe Biedronia są dla prawicy płachtą na byka. Prawo do aborcji, związki partnerskie, finansowanie in vitro, wyprowadzenie religii ze szkół, opodatkowanie kościoła, renegocjacja konkordatu, likwidacja funduszu kościelnego to postulaty, których prawica tolerować po prostu nie może. Musi stanąć w obronie świętego kościoła. To już nie jest kwestia strategii politycznej czy kalkulacji zysków i strat – to odruch, to przymus, konieczność. Nie mam wątpliwości, że hierarchowie będą domagać się od prawicy politycznej obrony i bezkompromisowego stanowiska w tej sprawie. A to wyklucza jakiekolwiek strategie, zaprzepaszcza plany instrumentalnego wykorzystania siły politycznej Biedronia.

Czyli pozostaje atak.
Przebiegła gra na podziały opozycji wychodzi prawicowej propagandzie bardzo słabo. Praktycznie jedyny jej wymierny skutek to legitymizacja legendy o cichej współpracy wśród opozycyjnych publicystów wedle prostego schematu – kto nie jest z nami, ten jest przeciw nam. Tę linię będzie bardzo trudno utrzymać. Widać to było w niedzielnych "Wiadomościach nadawanych" zaraz po konwencji Wiosny. Po krótkiej krytyce propozycji światopoglądowych Biedronia, "Wiadomości" przeszły do rytualnego ataku na PO. Ataku bez związku, bez sensu, logiki i kontekstu. Kompletnie się ten przekaz rozjechał.